piątek, 6 kwietnia 2012

Wesołych Świąt :)

Kochani
 życzę Wam zdrowych, pogodnych 
i pełnych rodzinnego szczęścia 
Świąt Wielkanocnych.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Ciasto serowo - czekoladowe "Dzień i noc"

Chyba ponad miesiąc zbierałam się by zrobić to ciasto :) Bo prezentowało się przepysznie, ale wydawało się takie praco- i czasochłonne. Ale co się okazuje? Jak się wszystko dobrze zorganizuje w czasie to wcale takie nie jest. A efekt i wizualny i smakowy zdecydowanie wart zachodu. Szczerze Wam polecam :) 
Na zbliżające się Święta ciasto idealne, choć zapewne plany macie już na tą okazję sprecyzowane. Ale może skusicie się przygotować je z innej okazji, albo zupełnie bez okazji :) Tak czy inaczej bardzo Was do tego zachęcam :) U mnie rodzinka była zachwycona :)

Przepis podpatrzyłam u Izy z bloga "Mniam-mniam", a pochodzi od Dagmary z bloga "W kuchennym oknie". Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za fantastyczny przepis :)
I zgadzam się z Dziewczynami, ciasto warto przygotować nawet  półtora lub dwa dni wcześniej, bo po prostu jest jeszcze lepsze w smaku.
Przepis podaję po zmianach jakie wprowadziła Iza.






Blat czekoladowy:
  • 4 jajka
  • 200 g cukru
  • 100 g maki pszennej (dałam tortową)
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki mleka

Warstwa serowo-czekoladowa:
  • 3 jajka
  • 2 łyżki cukru
  • 600 g twarogu półtłustego zmielonego dwukrotnie
  • 200 g białej czekolady
  • 4 łyżeczki żelatyny + 1/3 szklanki wrzątku (u dziewczyn jest 6 łyżeczek żelatyny, ja tą ilość troszkę zmniejszyłam, a żelatynę rozpuściłam od razu we wrzącej wodzie, pomijając jej pęcznienie w zimnej)
  • 300 ml śmietany kremówki
  • dodatkowo dałam jeszcze 10 g cukru z prawdziwą wanilią

Warstwa owocowa:
  • 2 galaretki brzoskwiniowe (lub inne jakie lubicie)
  • ok. 500 g brzoskwiń z puszki (owoce również mogą być dowolne)

Blat czekoladowy:
Gorzką czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z dodatkiem 4 łyżek mleka. 
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 st. C.
Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy je na sztywną pianę. Dalej ubijając dodajemy stopniowo cukier (najlepiej cukier drobny do wypieków, bo szybciej się rozpuszcza).
Żółtka dodajemy do rozpuszczonej, ale przestudzonej czekolady, mieszamy razem, a potem dodajemy do piany z białek i delikatnie wszystko razem mieszamy.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i stopniowo przesiewamy przez sitko do masy czekoladowej. Mieszamy delikatnie (łyżką lub na wolnych obrotach miksera) aż do chwili gdy mąka dokładnie połączy się z masą.
Gotowe ciasto wykładamy na blaszkę ( u mnie 25x40 cm) wyłożoną wcześniej papierem do pieczenia. Pieczemy w nagrzanym piekarniku do suchego patyczka, u mnie było to ok. 20 minut. Upieczony blat studzimy nie wyjmując z foremki.

Krem serowo-czekoladowy:
Ser mielimy dwukrotnie.
Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
Żelatynę dokładnie rozpuszczamy w gorącej wodzie i zostawiamy do ostygnięcia.
Jajka ubijamy z cukrem na parze. Do jajek dodajemy stopniowo cały czas ubijając rozpuszczone ale koniecznie przestudzone czekoladę i żelatynę.
Tak przygotowaną masę dodajemy cały czas miksując do zmielonego sera.
Śmietanę ubijamy na sztywno ( ja dodałam w tym momencie 3 łyżki cukru i cukier waniliowy) i dodajemy ją do masy serowej. Delikatnie razem mieszamy.
Masę śmietanowo-serową wykładamy na upieczony blat, wyrównujemy i odstawiamy do lodówki do stężenia.

Warstwa owocowa:
Galaretki rozpuszczamy wg przepisu na opakowaniu. Pozostawiamy do momentu aż zaczną tężeć.
Owoce układamy na warstwie serowej. Jeśli używacie dużych owoców takich jak brzoskwinie to dobrze jest je najpierw pokroić w cienkie półplasterki.
Zalewamy owoce tężejącą galaretką i odstawiamy do lodówki do całkowitego stężenia. Galaretka powinna być moim zdaniem tężejąca, gdyż jeśli będzie zbyt rzadka to może częściowo spłynąć szczelinami między foremką a ciastem i wsiąknąć w biszkopt, co spowoduje że efekt końcowy będzie delikatnie mówiąc nieciekawy :) Zrobiłam tak kiedyś, na początku mojej kulinarnej "kariery" i od tamtej pory grzecznie czekam aż galaretka zacznie tężeć :)
Ciasto najlepiej jeść najwcześniej następnego dnia. Warto poczekać, bo wtedy jest jeszcze lepsze :)

Smacznego :)










wtorek, 3 kwietnia 2012

Pyszny chleb z makiem i czerwoną cebulką na zakwasie

No to znowu witam się chlebowo :)
Ha, inaczej być nie mogło, bo przepis podpatrzony u Basi kusił bardzo, bardzo mocno :) Basi chlebek wyglądał pysznie, no a ja dodatkowo byłam bardzo ciekawa jak będzie smakował na zakwasie.
Historia tego przepisu jest bardzo ciekawa, bo Basia wypatrzyła u Kasi pyszne bagietki z makiem i cebulką i zrobiła je w formie chleba. Ja dołożyłam swoje "trzy grosze" i upiekłam chleb na samym zakwasie, a cebulę białą zastąpiłam czerwoną (biała akurat się skończyła).
Dodam jeszcze tylko tyle że chleb wyszedł wspaniały w smaku, mocno aromatyczny i bardzo, bardzo mocno zachęcam do upieczenia szczególnie wielbicieli pieczywa cebulowego. Do wyboru macie więc już trzy wersje tego przepisu :) (Basi, Kasi i moją) a może ktoś z Was jeszcze coś ciekawego wymyśli na bazie bagietek cebulowych?


Basiu, Kasiu dziękuję Wam za inspirację :*


Po oryginał odsyłam na blogi Kasi i Basi, a ja podaję przepis już po moich modyfikacjach.






Zaczyn:

  • 50 g zakwasu żytniego (100% hydracji)
  • 90 g mąki żytniej razowej typ 2000
  • 90 g ciepłej wody

Ciasto właściwe:
  • 300 g mąki pszennej chlebowej (u mnie typ 850)
  • 100 g mąki pszennej razowej (u mnie typ 2000)
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 1/2 czerwone cebule pokrojone w kostkę i zeszklone na oliwie
  • 1 łyżeczka maku
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • ok. 210 ml ciepłej wody 



Składniki zaczynu mieszamy i odstawiamy pod przykryciem na ok. 8 godzin.


Po tym czasie do zaczynu dodajemy mąkę, mak, sól, cukier i wodę. Mieszamy wszystko dokładnie, przekładamy na blat i dokładnie wyrabiamy aż będzie gładkie. Gdyby ciasto wydawało się zbyt suche można dać więcej wody i odwrotnie gdyby było zbyt rzadkie można podsypać mąką. Na koniec dodajemy oliwę i zeszkloną, przestudzoną cebulę i jeszcze chwilę wyrabiamy aż cebula połączy się z ciastem.


Tak wyrobione ciasto przekładamy do miski i pozostawiamy pod przykryciem na ok. 1 godzinę.
Po tym czasie ciasto przekładamy na blat, formujemy bochenek i przekładamy do omączonego koszyczka lub do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.
Koszyczek lub keksówkę przykrywamy i odstawiamy ponownie do wyrastania. U mnie trwało to ok. 4 - 5 godzin.


Piekarnik rozgrzewamy do 230 st. C. 
Wyrośnięty bochenek przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ja blachę rozgrzewałam razem z piekarnikiem i bochenek wyrzuciłam na gorącą blachę. Na dno piekarnika można położyć kostki lodu lub naparować go innym sposobem (u mnie spryskiwacz).


Chleb pieczemy w nagrzanym piekarniku do 230 stopni przez 10 minut, następnie obniżamy temperaturę do 210 stopni i dopiekamy jeszcze przez ok. 20 minut. Gdyby zaczął się zbyt mocno rumienić można chleb okryć folią aluminiową. Chleb jest gotowy do wyjęcia gdy postukany od spodu wydaje głuchy dźwięk.


Po upieczeniu chleb studzimy na kratce.


Smacznego ;)













czwartek, 29 marca 2012

Słonecznikowy bochen na zakwasie i WP#127

Przepis na ten chleb jest jedną z propozycji marcowego wydania Weekendowej Piekarni. Tym razem gospodarzy nam Amber.
Jak tylko zobaczyłam ten przepis wiedziałam od razu że nie przepuszczę, że muszę go upiec. I upiekłam :)
A potem długo się zastanawiałam czy pisać posta na jego temat. Od samego początku cała robota nie szła mi tak jak powinna. Przeoczyłam, że najpierw trzeba dać czas na odpoczynek po wymieszaniu mąki z wodą, a dopiero potem dodawać kolejne składniki. Wymieszałam wszystko od razu :) (ale jak czytaliście wcześniej moje posty to wiecie już że ze mnie niezła gapa). Mój mikser niestety nie radzi sobie z mieszaniem ciężkich chlebowych ciast, więc wyrabiałam jak zawsze ręcznie.  No a w tym przypadku ciasto powinno być traktowane zmiennymi obrotami miksera. Potem przez chwilę nawet zastanawiałam się czy nie upiec go w foremce, ale gdzież tam :) Ja po prostu uwielbiam formować bochenki, więc mówię jak zawsze - trudno, najwyżej się rozleje :) 
No i ... się rozlał :) Wyglądał jak ogromna dobrze wyrośnięta, słonecznikowa pizza.
Ale chlebek wyszedł niesamowicie pyszny. Jeden z tych naj... naj... które zdarzyło mi się piec. Z pewnością będę do niego wracać. 








Składniki:
  • 350g dojrzałego pszennego zakwasu (100% nawilżenia)
  • 400g wysoko-glutenowej pszennej mąki (13% białka) - ja dałam mąkę pszenną typ chlebową 850
  • 150g żytniej mąki - u mnie chlebowa typ 720
  • 150g mąki graham
  • 455g wody
  • 10 g morskiej soli
  • 120g uprażonych nasion słonecznika

Łączymy wszystkie trzy mąki z wodą i wyrabiamy w mikserze kuchennym na wolnych obrotach przez 2 minuty. Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 40 minut.
Po tym czasie dodajemy zakwas i sól i wyrabiamy mikserem przez 5 minut. Co minutę przy tym zmieniamy obroty z wolnych na średnie. Następnie dodajemy ziarna słonecznika i wyrabiamy aż będą dobrze połączone z ciastem.
Tak jak już wyżej pisałam, ciasto wyrabiałam ręcznie, więc czas wyrabiania był dłuższy niż w przypadku miksera. U mnie zajęło to ok 10 minut, ale myślę że może to było za krótko i dlatego chleb wyszedł płaski.

Miskę z ciastem przykrywamy i pozostawiamy do pierwszego wyrastania na ok. 3 godziny. W połowie tego czasu (po ok. 1,5 godziny) krótko wyrabiamy ciasto aby pozwolić uciec gazom (jeśli używamy miksera, to dosłownie 5 jego obrotów).

Po upływie tych 3 godzin ciasto wyjmujemy na blat, składamy w kopertę, odwracamy "do góry nogami" i pozostawiamy do odpoczynku na ok.  20 minut. 
Koszyk dobrze oprószamy mąką, na dno koszyka wysypujemy garść łuskanego słonecznika.
Po upływie tych 20 minut formujemy bochenek i wkładamy go do przygotowanego koszyka.

Koszyczek z ciastem przykrywamy i pozostawiamy do ponownego wyrastania na ok. 2 godziny. U mnie trwało to chyba troszkę dłużej. Generalnie chleb jest gotowy do pieczenia jeśli ciasto naciśnięte palcem już więcej nie sprężynuje.

Na godzinę przed pieczeniem piekarnik nagrzewamy do 260 st. C. Bochenek przekładamy na blachę (nagrzałam ją razem z piekarnikiem) wyłożoną papierem do pieczenia. Piekarnik należy zaparować dowolną metodą, ja używam do tego zraszacza do kwiatów.
Od razu po włożeniu bochenka do piekarnika obniżamy temperaturę do 220 st. C i pieczemy przez ok. 40 min. Ja piekłam krócej, bo bochenek bardzo się rozlał na boki. Wystarczyło mi połowę tego czasu.

Po upieczeniu studzimy bochen na kratce.

Smacznego ;)




wtorek, 20 marca 2012

Pierwszy rok za mną ... to może chleb z sokiem pomidorowym

Dziś minął dokładnie rok od kiedy na tym blogu napisałam pierwszego posta. Z tej okazji chciałabym serdecznie podziękować za to że mnie odwiedzacie, czytacie mimo tego że wpisy nie pojawiają się regularnie. Za przemiłe komentarze które zostawiacie, za to że ze mną jesteście.
Zapraszam Was więc na chleb, bo zapach i smak domowego pieczywa to jest to co w mojej kuchni kocham najbardziej. Chleb wyjątkowy - pyszny, aromatyczny, z dodatkiem soku pomidorowego. Oczywiście że na zakwasie, bo taki lubię najbardziej. Uwielbiam go z żółtym serem :) Tylko dziury mi wyszły jak smoki, ale jak dla mnie to nic nie szkodzi. 

Przepis znalazłam na blogu Myniolinki. Dziękuję :)




Składniki:
  • 200 g zakwasu żytniego 150 % hydracji (zrobiłam zaczyn: 100 g zakwasu żytniego 100% hydracji + 100 g mąki żytniej razowej + 150 g ciepłej wody i pozostawiłam na ok. 8 godzin)
  • 60 ml ciepłej wody
  • 200 ml soku pomidorowego
  • 270 g mąki chlebowej ( u mnie pszenna typ 850)
  • 120 g mąki białej orkiszowej (u mnie typ 700)
  • 3,5 g drożdży instant (opcjonalnie, ja nie dodałam)
  • 5 g soli
  • 1 łyżeczka cukru

Zakwas mieszamy z wodą i sokiem pomidorowym.
Obie mąki mieszamy z solą, cukrem i ewentualnie drożdżami.
Następnie do składników suchych dodajemy płynne, mieszamy i wyrabiamy dokładnie ciasto. Ciasto jest dość luźne i klei się do rąk, ale nie podsypujcie za dużo mąką, żeby chleb nie wyszedł zbyt suchy.

Wyrobione ciasto pozostawiamy na 60-70 minut do podwojenia objętości (o ile dodaliśmy drożdże). Moje ciasto nie zawierało drożdży, pozostawiłam je na ok. 2 godziny by lekko podrosło.
Po tym czasie formujemy bochenek i wkładamy go do omączonego koszyczka lub do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawiamy bochenek do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 240 st. C. Na dno piekarnika wsypujemy parę kostek lodu lub parujemy w inny sposób.
Wyrośnięty bochenek przekładamy z koszyka na blachę (u mnie blacha była nagrzana razem z piekarnikiem) wyłożoną papierem do pieczenia.  Pieczemy w 240 st. C przez 10 min., po tym czasie zmniejszamy do 220 st. C i pieczemy kolejne 10 minut. Następnie znów obniżamy temperaturę do 200 st. C i dopiekamy jeszcze ok. 10 minut. Można sprawdzić wcześniej, jeśli bochenek postukany od spodu wyda głuchy dźwięk znaczy że jest gotowy. Gdyby w czasie pieczenia za bardzo się rumienił można przykryć folią aluminiową.

Po upieczeniu studzimy na kratce.

Smacznego :)




piątek, 9 marca 2012

Bajaderka czyli drugie wcielenie babki z zakalcem :)

Bajaderka to bardzo lubiane przeze mnie ciasto. Bo po pierwsze to fajny sposób i na utylizację resztek na przykład poświątecznych, a po drugie świetne wyjście awaryjne w razie gdy ciasto zrobi nam niespodziankę i się nie uda. Tak właśnie stało się tym razem.

Zaplanowałam babkę ucieraną, no bo przecież trzeba trenować :) To nic, że ucierańce nigdy mi nie wychodzą, ale za którymś razem przecież musi się udać :)) Dodatkowym argumentem było to że trzeba było sprawdzić w końcu przed świętami nową babkową foremkę. Powiedzmy że nową :)) - leżała chyba od 2 miesięcy i czekała na premierę. A więc zabrałam się za babkę, pięknie się piekła, pięknie pachniała. Byłam zadowolona jak patrzyłam na nią przez szybkę piekarnika. Może w końcu tym razem? :) Babka upieczona, wyjęłam z piekarnika, odczekałam parę minut, wyjęłam z foremki i zostawiłam - niech sobie spokojnie stygnie. Po jakimś czasie jednak osiadła, a po rozkrojeniu okazało się że ma piękny zakalec  :))

Osobiście nie mam nic przeciwko zakalcom. Ten był serio pyszny, no ale skoro zapowiedzieli się goście nie mogłam tego tak zostawić. I tak właśnie powstała ta pyszna bajaderka :)
Posiłkowałam się tym przepisem, odrobinę go zmieniając pod kątem tego co było w domu. Zmieniłam też proporcje na większą blaszkę.

Polecam :)

A co do babek nie poddaję się :) Niedługo znów spróbuję :) Ale troszkę odczekam, żeby się rodzince bajaderki nie znudziły ;))




Składniki:
  • około 1 kg resztek ciast lub ciastek, lub jednego i drugiego ( u mnie 800 g babki pomarańczowej oraz  ok 150 g herbatników)
  • 2 paczki herbatników ( do wyłożenia spodu blaszki, jeśli chcecie zrobić bajaderki kulki, to nie będą potrzebne)
  • 10 łyżek mleka
  • 10 łyżek cukru (jeśli ciasto i ciastka są bardzo słodkie to można dać mniej)
  • 10 g cukru waniliowego
  • 2 łyżki gorzkiego kakao
  • 300 g gęstego kwaskowatego dżemu ( u mnie śliwkowy)
  • 2 łyżki rumu (ja dałam 2 łyżki wódki, oraz 1 łyżkę ekstraktu waniliowego)
  • 2 garści rodzynek
  • 2 garści płatków migdałowych
  • 1-2 garści posiekanych orzechów włoskich (ja nie dodałam bo akurat nie miałam, ale polecam dodać. Moim zdaniem właśnie tego brakuje w niej do pełni szczęścia)

Polewa czekoladowa:
  • 14 łyżeczek wody
  • 14 łyżeczek cukru
  • 100 g margaryny
  • 2-3 łyżki kakao

Ciasto, ciastka, herbatniki pokruszyć. Można zostawić trochę większych kawałków, ja nawet wolę taką mniej rozdrobnioną bajaderkę.

Mleko, cukier i kakao rozpuścić na małym ogniu dokładnie mieszając. Po czym zdjąć z ognia i wystudzić. 

Do pokruszonego ciasta dodajemy pozostałe składniki i wlewamy masę kakaową. Wszystko dokładnie mieszamy. Powinna wówczas powstać dość gęsta masa.

Blaszkę (u mnie 33x23 cm) wykładamy papierem do pieczenia. Dno wykładamy herbatnikami. Na herbatniki wykładamy przygotowaną masę i wyrównujemy. 

Przygotowujemy polewę czekoladową, którą dekorujemy ciasto. 
Składniki polewy czekoladowej rozpuszczamy na wolnym ogniu, zagotowujemy. Polewę gotujemy co jakiś czas mieszając do chwili zgęstnienia. Lekko ją studzimy i polewamy ciasto. Polewę możecie też zrobić z własnego wypróbowanego przepisu. 

Blaszkę z ciastem na kilka godzin, a najlepiej na całą noc odstawiamy do lodówki.

Smacznego ;)




wtorek, 6 marca 2012

Francuskie bułeczki śniadaniowe

Przepis pochodzi z książki p.t. "Vademecum domowego wypieku pieczywa" aut. G. Soderin i G. Strachal. Tą książkę posiadam już w domu jakiś czas, a te bułeczki to dopiero pierwszy przepis który z niej sprawdziłam. 
Bułeczki wyszły pyszne, mięciutkie, delikatne bardzo w smaku. Delikatna warstewka mąki w której są obtoczone przed pieczeniem dodaje im niewątpliwie uroku, chociaż w smaku jednak wolę te pomalowane jajkiem lub mlekiem i obsypane ziarenkami. Kolejnym razem gdy upiekę te bułeczki tak właśnie zrobię.
Bułeczki pasują do wszystkiego.

Polecam gorąco :) 



Składniki: na ok. 20 sztuk
  • 20 g drożdży (użyłam świeżych)
  • 400 ml letniej wody
  • 700 g mąki pszennej (300 g mąki na rozczyn + 400 g mąki potem do ciasta właściwego. Użyłam jasnej mąki pszennej typ 500)
  • 50 g masła o temperaturze pokojowej
  • 10 g soli morskiej
  • 20 g cukru



Drożdże rozpuszczamy w ciepłej, ale nie za gorącej wodzie, dodajemy 300 g mąki i dokładnie mieszamy. Rozczyn pozostawiamy na 30 min  w temperaturze pokojowej by zaczął fermentować.

Do miski z rozczynem dodajemy pozostałe składniki, czyli: masło, sól, cukier i pozostałą ilość mąki. Wszystko dobrze mieszamy i zagniatamy ciasto, tak by było gładkie. Pozostawiamy je na 10 minut, a po tym czasie dzielimy je na 20 części, z których formujemy okrągłe bułeczki. Następnie bułeczki lekko spłaszczamy i delikatnie obtaczamy w mące, tak by na powierzchni bułeczek pozostała tylko cieniutka jej warstwa.
Tak przygotowane bułeczki układamy na natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia blaszce, przykrywamy ściereczką by nie obsychały i pozostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 st. C. Wyrośnięte bułeczki pieczemy w nagrzanym piekarniku do chwili uzyskania jasnozłotego koloru. Ja swoje bułeczki piekłam na dwóch blaszkach, w temperaturze 185 stopni z termoobiegiem, przez ok. 20 minut.
Po upieczeniu studzimy na kratce.

Smacznego :)






LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...