niedziela, 14 lipca 2013

Chleb żytni ze słonecznikiem i siemieniem lnianym na zakwasie

Minęło już sporo czasu od chwili kiedy napisałam tu ostatni post i wiele się przez ten czas wydarzyło. Stałam się okularnicą bo psychotesty dla kierowców, a dokładniej test widzenia odległości zweryfikowały mój "całkiem dobry" wzrok. Okazało się że wcale nie jest on taki dobry jak mi się wydawało, a ja nie mogę wyjść z podziwu że świat można widzieć tak wyraźnie :)
Gościem u nas do niedawna była moja Mama z którą nie widziałyśmy się chyba wieki. Mama wyjechała tydzień temu a razem z nią mój Dzieć na swoje pierwsze wakacje bez nas, rodziców. Brakuje mi Go jak diabli, a obecna cisza w domu przy Jego nigdy nie zamykającej się buzi wcale nie cieszy, wręcz przeciwnie - jest nie do zniesienia. Nie potrafię odpoczywać w tej ciszy, nie umiem znaleźć sobie miejsca. Z niecierpliwością odliczam dni do sierpniowego urlopu i zastanawiam się jak wytrzymam.
Czas się dłuży, tylko w pracy płynie normalnie. Niewiele gotuję, chleb piekę jak zawsze.




Inspirację znalazłam w książce "Domowy chleb, bułki i bułeczki" w której przepisy zebrała i opracowała Anna Wrońska. W oryginale z rodzynkami, ja je odpuściłam, dodałam w zamian ziarno słonecznika. Zmieniłam proporcje tak, aby pasowały na moją ulubioną keksówkę 30x11 cm. 
Przepis bardzo Wam polecam, bo chleb wyszedł rewelacyjny, a ja piekłam go już wiele razy. Przepis podaję już po moich zmianach, tak jak zawsze go robię.




Zaczyn:
  • 90 g aktywnego zakwasu żytniego
  • 130 g mąki żytniej razowej typ 2000
  • 130 g ciepłej wody
Ciasto właściwe:
  • cały zaczyn
  • 400 g mąki żytniej chlebowej typ 720
  • 320 g ciepłej wody
  • 1 łyżeczka soli morskiej
  • 1 łyżeczka cukru
  • garść siemienia lnianego
  • garść prażonego ziarna słonecznika + jeszcze trochę do posypania wierzchu bochenka.

Składniki zaczynu mieszamy i pozostawiamy pod przykryciem ( u mnie ściereczka i folia spożywcza aby zaczyn nie obsychał) na ok. 8 do 10 godzin w miejscu bez przeciągów.
Po tym czasie do zaczynu dodajemy mąkę, wodę, sól i cukier. Mieszamy łyżką do połączenia się składników. Następnie dodajemy siemię i ziarno słonecznika i ręcznie zagniatamy tak, aby ziarna rozłożyły się równomiernie w cieście.
Ciasto przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawiamy pod przykryciem do wyrastania. Wyrastanie może trwać dość długo, wszystko zależy od aktywności zakwasu jak i temperatury otoczenia, dlatego nie podaję czasu.

Piekarnik nagrzewamy do temp. 230 st. C.

Wyrośnięty bochenek wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 15 min. w temperaturze 230 st. C. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 200 st. C i pieczemy jeszcze przez ok. 40 min. 
Chleb w trakcie pieczenia należy obserwować, gdyby rumienił się zbyt mocno i za szybko z wierzchu przykrywamy go folią aluminiową. Po upływie podanego czasu chleb wyjmujemy z piekarnika  i z formy. Sprawdzamy czy jest upieczony stukając bochenek od spodu. Jeśli wyda głuchy odgłos to znaczy że bochenek jest gotowy do wyjęcia. Jeśli bochenek jest od spodu blady i nie wydaje głuchego dźwięku dopiekamy go jeszcze bez formy tak długo jak trzeba, sprawdzając co kilka minut.

Upieczony bochenek wyjmujemy z formy i studzimy na kratce. Kroimy po całkowitym ostygnięciu.

Smacznego ;)








Z ogromną przyjemnością chleb ten dołączam do lipcowej listy Wisełki: "Na zakwasie i na drożdżach"

niedziela, 16 czerwca 2013

Waniliowe babeczki - muffinki z kremem truskawkowym i bardzo spontaniczne sobotnie spotkanie...

... z Asią.
Zaczęło się od tego że upiekłyśmy to samo ciasto. Odwrócone z rabarbarem i białą czekoladą niemalże w tym samym czasie. Prawie w tym samym czasie opublikowałyśmy. To niesamowite że zainteresował nas ten sam przepis niemalże jednocześnie. Upiekłyśmy je nie wiedząc o sobie, a wyszło prawie jak byśmy się umówiły.
Od słowa do słowa ( naszą rozmowę możecie przeczytać u Asi w komentarzach do ciasta z rabarbarem) umówiłyśmy się na sobotę. Świetnie się złożyło, bo nie miałam pomysłu na weekendowy wypiek, a hasło przewodnie rzucone przez Asię "babeczki nadziane konfiturą truskawkową i z truskawkowym kremem" brzmiało pysznie. 




Cieszyłam się bardzo z tego naszego truskawkowego spotkania. Asię znam już od dawna, jeszcze wtedy nie pisałam swojego bloga, ale chętnie odwiedzałam różne blogi kulinarne. Było ich wtedy na prawdę niewiele, a pierwsze na które zajrzałam to był blog Magdy i właśnie blog Asi. Od nich trafiłam na inne i tak to się właśnie potoczyło że i ja teraz mam swoje małe podwórko w sieci.
Asiu dziękuję za wspólne spotkanie, wspólny wypiek, że w natłoku obowiązków znalazłaś czas. Mam nadzieję że nie raz jeszcze upieczemy razem coś tak pysznego :)





Zmodyfikowałyśmy przepis na cytrynowe babeczki z jeżynami z "Kuchni" 8-2011, który pojawił się już tutaj. Zmodyfikowałyśmy tak bardzo że powstały zupełnie inne babeczki, nasze wspólne i równie wspaniałe w smaku,powstał nasz przepis. 
W cieście bardzo dobrze wyczuwalny jest smak serka, w środku niespodzianka w postaci konfitury truskawkowej. Krem robiony "z duszą na ramieniu" czy aby po dodaniu truskawek nie zrobi się z niego polewa :) W smaku dość mocno truskawkowy - z bitej śmietany, mascarpone i niezbyt słodkich tegorocznych truskawek, usztywniony białą czekoladą. W pogotowiu odrobina żelatyny - ostatnia deska ratunku, która okazała się niepotrzebna.
To było bardzo, ale to bardzo pyszne spotkanie i pełne emocji.





Ciasto: ( na 12 muffinek)
  • 2 szklanki mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 szklanka cukru (do tych akurat babeczek następnym razem dała bym nieco mniej, może 2/3 szklanki)
  • ziarenka z 1 laski wanilii (dałam z dwóch lasek, ale mniejszych)
  • 120 g miękkiego masła
  • 250 g serka homogenizowanego (u mnie waniliowy)
  • 1 duże jajko
  • ok. 150 g konfitury truskawkowej 

Krem:
  • 400 g śmietany kremówki (u mnie 36%)
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 10 g cukru waniliowego
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 g białej czekolady, rozpuszczonej i wystudzonej
  • ok.280 g truskawek zmiksowanych blenderem.
 Piekarnik nagrzewamy do 175 st. C. 
Jeśli używamy metalowej formy na muffinki wykładamy dziurki papilotkami. Tym razem użyłam pojedynczych foremek silikonowych, które choć bardzo wygodne są bo nie lubię skubać potem papilotek, które często odchodzą razem z ciastem, to jednak słabo trzymały kształt ciasta, odrobina ciasta uciekła mi też podczas pieczenia. W zwykłej metalowej ciasto mi nigdy nie uciekało mimo że gniazdka były pełne. Dlatego moje babeczki takie nieco niekształtne wyszły.

Mieszamy razem mąkę, proszek do pieczenia i sól i odstawiamy.
Cukier rozcieramy i mieszamy z ziarenkami wanilii, następnie dodajemy do miękkiego masła i ucieramy na puszystą masę. Dodajemy serek i miksujemy na końcu dodając jajko.
W następnej kolejności dodajemy suche składniki i mieszamy ręcznie lub mikserem na wolnych obrotach do połączenia się składników.
Ciasto nakładamy do foremek, mniej więcej do połowy. Następnie nakładamy  po 1 łyżeczce konfitury i przykrywamy pozostałym ciastem, wypełniając gniazdka.
Muffinki pieczemy w dobrze nagrzanym piekarniku przez ok. 25 min. Pod koniec pieczenia można sprawdzić patyczkiem. Upieczone studzimy na kratce.

Przygotowujemy krem. Śmietanę ubijamy z cukrem i cukrem waniliowym na sztywno. Ubitą śmietanę dodajemy do serka mascarpone i miksujemy aby składniki się połączyły. W następnej kolejności cały czas miksując dodajemy stopniowo po 1 - 2 łyżki zmiksowane truskawki, na końcu również stopniowo po 1 łyżce białą czekoladę. Biała czekolada musi być jeszcze płynna, ale dokładnie wystudzona.
Jeśli krem wydaje się zbyt rzadki do dekoracji, a tak właśnie u mnie było, wystarczy schłodzić go porządnie w lodówce. Miskę z kremem schowałam na ok. godzinę czasu do lodówki. Po tym czasie stężał na tyle że udało się udekorować babeczki, a przygotowana na wszelki wypadek żelatyna okazała się niepotrzebna.
Z podanej ilości składników wychodzi dużo więcej kremu niż potrzeba do dekoracji. Pozostałą ilość można wykorzystać przekładając nim na przykład biszkopt, lub po prostu zmniejszyć po prostu proporcje o połowę, aby nic nie zostało.

Babeczki przed dekoracją muszą być dokładnie wystudzone. Udekorowane babeczki przechowujemy w lodówce.

Smacznego ;)






czwartek, 13 czerwca 2013

Słodki chleb z cynamonem - kolejny raz razem

Za nami kolejny wspólny weekend. Weekend magiczny, który zaowocował kolejnym wspaniałym chlebem, weekend pachnący cynamonem w dwudziestu czterech domach.
Mam nadzieję że przed nami jeszcze wiele takich chwil. 

 A pachniało u:
i u mnie.

Dziękuję Wam Dziewczyny za wspaniały i wspólny czas.



Chleb z cynamonem na nasze wspólne spotkanie zaproponowała Ewelina. 
Ewelinko, receptura absolutnie fantastyczna i bardzo za nią dziękuję. Pewnie sama, nawet jeśli bym znalazła ten przepis, nie zwróciłabym na niego uwagi. Tak rzadko piekę chleb na słodko. A tak przekonałam się i wcale nie żałuję, będę do niego wracać.

Aniu dziękuję za zaproszenie. Wspaniale było znów razem upiec chleb.


Ile nas, tyle wersji tego wspaniałego chleba. Zapraszam Was  do odwiedzenia i obejrzenia wszystkich naszych wypieków. Zobaczycie jak bardzo można powariować na temat tego jednego przepisu. A może skusicie się by go upiec?
Oryginalny przepis znajdziecie tutaj. U źródła jest to chleb pieczony na mące pszennej razowej. Ale trzeba zwrócić uwagę na to że nasza polska mąka razowa typu 2000 jest ciężka i bardziej treściwa, drożdże sobie różnie z nią radzą. Stąd pomysł aby pomieszać typy, a nawet rodzaje mąk. 
Swój chleb upiekłam na mące jasnej orkiszowej typ 700 i pszennej razowej typ 2000, wykorzystałam też do wypieku świeże drożdże zamiast instant. I to tyle moich zmian.
A sam chlebek wyszedł wspaniały, bardzo cynamonowy, aromatyczny. Ni ciemny, ni jasny. U mnie dość słodki dzięki może nie tyle zawartości samego cukru, co dużej ilości rodzynek. Fantastycznie komponują się tu orzechy, bez nich nie wyobrażam sobie tego chleba.
Mój chleb nie należy do bardzo puszystych i lekkich, a struktura jego miąższu jest chlebowa,  nie bułkowa. 





Biga:
  • 170 g mąki pszennej razowej ( u mnie 90 g mąka orkiszowa typ 700 + 80 g mąka pszenna razowa 2000)
  • 1/4 łyżeczki drożdży instant (u mnie 3 g świeżych drożdży)
  • 6 łyżek mleka (ciepłego)
  • 1/4 szklanki niesolonego roztopionego masła
  • 1 lekko roztrzepane duże jajko

Ciasto z rodzynkami:
  • 170 g mąki pszennej razowej ( u mnie orkiszowa jasna typ 700)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3/4 szklanki mleka
  •  filiżanka rodzynek (u mnie duża filiżanka)

Ciasto właściwe:
  • biga
  • ciasto z rodzynkami
  • 7 łyżek mąki pszennej razowej (u mnie typ 2000)
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1 i 1/4 łyżeczki drożdży instant ( u mnie 15 g świeżych)
  • 3 łyżki cukru
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 3/4 szklanki posiekanych orzechów włoskich
Cukier cynamonowy:
  • 3 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
Przygotowanie chleba rozpoczęłam od ciasta z rodzynkami. 

Ciasto z rodzynkami: Mieszamy mąkę sól i mleko do połączenia składników i krótko zagniatamy. Następnie dodajemy rodzynki i wyrabiamy do momentu aż równomiernie rozłożą się w cieście.
U mnie to ciasto wyszło dość rzadkiej konsystencji, w zasadzie wystarczyło składniki wymieszać łyżką, ale to zapewne dlatego że użyłam do tego ciasta lekkiej orkiszowej mąki.
Ciasto z rodzynkami pozostawiamy pod przykryciem na ok. 12 do 24 godz. Zostawiłam na 12 godz.
Na ok. 3 godziny przed końcem tego czasu czasu przygotowałam bigę.

Biga: Rozpoczęłam od przygotowania rozczynu drożdżowego. Rozpuściłam drożdże w ciepłym mleku i szczyptą cukru i pozostawiłam na kilka minut aby się uaktywniły. Jeśli użyjecie drożdży instant możecie je dodać wprost, z innymi składnikami.
Mieszamy wszystkie składniki, dodajemy rozczyn drożdżowy i wyrabiamy aż składniki dobrze się połączą. Odstawiamy ciasto na godzinę, a po tym czasie ponownie wyrabiamy przez minutę. Bigę umieszczamy w naoliwionej misce i pod przykryciem pozostawiamy na ok. 2 godziny. 
Bigę można także przygotować wcześniej, na 8 godzin przed użyciem i przechowywać w lodówce najdłużej do 3 dni.

Ciasto właściwe: Rozpoczęłam od przygotowania rozczynu drożdżowego. Wymieszałam świeże drożdże z odrobiną ciepłego mleka (ok. 1/5 szklanki) i ok. 1/4 łyżeczki cukru. Odstawiłam na kilka minut aby drożdże się uaktywniły.
Mieszamy wszystkie składniki oprócz orzechów aż powstanie miękka kula ciasta. Ciasto wyrabiamy przez ok 3-4 minuty. W następnej kolejności dodajemy posiekane orzechy i wyrabiamy aż orzechy równomiernie rozłożą się w cieście. Ciasto pozostawiamy na ok. 5 minut aby odpoczęło, a po tym czasie wyrabiamy przez ok. 1 minutę dla wzmocnienia glutenu. Formujemy kulę i umieszczamy w naoliwionej misce i pozostawiamy pod przykryciem do czasu aż ciasto zwiększy objętość ok. półtora raza.

Po tym czasie wałkujemy ciasto na prostokąt i 3/4 powierzchni posypujemy cukrem cynamonowym. Zwijamy ciasto w długi bochenek, czyli w rulon jak roladę dostosowując długość do formy (piekłam w keksówce 30x11 cm i wydaje mi się że proporcje są idealne na taką właśnie formę), sklejamy jego końce i układamy w natłuszczonej (lub wyłożonej papierem do pieczenia) formie "szwem" do dołu.
Tak uformowany chleb pozostawiamy do podwojenia objętości..

Piekarnik nagrzewamy do 200 st. C.
Wkładamy chleb do nagrzanego piekarnika i od razu obniżamy temperaturę do 165 st. C i pieczemy przez ok. 20 min. Jeśli trzeba obracamy formę i pieczemy kolejne 25-40 min, aż chleb równomiernie się zrumieni. 
Piekłam przez ok. 40 - 45 min bez obracania formy. Po ok. 25 min. przykryłam chleb z wierzchu folią aluminiową, bo wydawało mi się że zbyt szybko się zrumienił i potem piekłam dalej. Pierwszy raz piekłam chleb w temperaturze opadającej do 165 st. C, z tego względu wolałam potrzymać go nieco dłużej w piekarniku. Chleb bardzo ładnie się upiekł.
Po upieczeniu i wyjęciu z piekarnika chleb wyjmujemy z formy i studzimy na kratce.

Smacznego ;)




czwartek, 6 czerwca 2013

Odwrócone ciasto z rabarbarem i białą czekoladą i... mały sukces w tle :)

Sukcesy. Cieszą nas zawsze -  i te duże, i te całkiem małe. Udało się coś z czym przez ostatnie kilka miesięcy mieliśmy problem. Przepraszam za małą odskocznię od głównej tematyki bloga, ale cieszę się tak bardzo, że nie mogę o tym nie napisać.
Nigdy nie walczyłam na siłę o to by Dzieć mój polubił czytanie. Tym bardziej że od zawsze widziałam to że Jego umysł woli matematykę, przyjaźni się z komputerem, grami, lubi strategię i "kombinowanie" przy tym na wszelkie sposoby. Kiedy od września ubiegłego roku Dzieć poszedł do pierwszej klasy byłam tego na 100 % pewna. No cóż skoro jest "matematyczny", to z humanistyką będzie pod górkę. Bo tak jest zwykle. 
Tym bardziej nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy by w prezencie na Dzień Dziecka kupić mu właśnie książkę. Właściwie byłam prawie pewna że to będzie moja porażka, kompletnie nie trafiony prezent. Nawet sama na siebie byłam zła za ten "genialny" pomysł. Ale gdzieś tam w głębi miałam jednak nadzieję że może gdy ta książka będzie właśnie prezentem, będzie wyjątkowa :) podarowana w tym szczególnym dniu... może nabierze innego wymiaru... 
"Najnowsze Przygody Mikołajka" Sempe i Gościnny'ego zdziałały cuda. Dzieć czyta sam, czytamy razem, niektóre opowiadania nawet po kilka razy. O tym że fotografia klasowa to bardzo ważna rzecz, a dziewczyny są strasznie dziwne, ale nawet można się z nimi fajnie bawić. Bo przecież chłopaki się lalkami nie bawią, ale zrobić z lalki więźnia to jest już coś :)
 Śmiejemy się przy tym do łez :)




A ciasto bardzo polecam bo jest pyszne. Słodycz ciasta z białą czekoladą i aromatem skórki pomarańczowej przełamana kwaskowym smakiem rabarbaru to bardzo ciekawe połączenie.
Przepis pochodzi z ostatniego numeru "Kuchni" (nr 6-2013). Jest to rysunkowy przepis (z ostatniej strony), więc nie wiem czy wszystko dobrze zinterpretowałam. Bardzo lubię te przepisy, bo jednak co nieco dopowiedzieć muszę sobie sama.
Na 100% pewna nie jestem, ale wydaje mi się że składniki powinny mieć temperaturę pokojową, czyli to co trzeba należy wyjąć wcześniej z lodówki.




Składniki:
na tortownicę o średnicy 23cm
  • ok. 1/2 kg rabarbaru  (moim zdaniem to za dużo na formę tej wielkości. Co prawda przepis nie mówi o wielkości tortownicy, ale ilość ciasta na tą wielkość jest odpowiednia. U mnie wystarczyło ok. 200 g)
  • 1 1/2 szklanki cukru (najlepiej drobnego)
  • 100 g miękkiego masła + ok 50 g masła do smarowania formy
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 3 jajka
  • 1 2/3 szklanki mąki
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 szklanka śmietany 18%
  • 100 g białej czekolady pokrojonej na małe kawałki.
Piekarnik nagrzewamy do 175 st. C.

Rabarbar przekroić na pół wzdłuż łodyg, przecinamy je także na mniejsze kawałki w poprzek, niekoniecznie równe - tak aby zmieściły się w tortownicy. Rabarbar zasypujemy 1/2 szklanki cukru, mieszamy tak aby rabarbar otoczył się cukrem i pozostawiamy na czas wyrobienia ciasta.

Mikserem ucieramy 100 g miękkiego masła z cukrem i całymi jajkami. Następnie dodajemy skórkę pomarańczową, śmietanę, oraz mąkę wymieszaną z proszkiem dopieczenia i przesianą przez sitko. Całość krótko miksujemy do chwili połączenia się składników.

Tortownicę smarujemy masłem, na dnie układamy pokrojony rabarbar.

Do ciasta dodajemy pokrojoną białą czekoladę i mieszamy. Tak przygotowane ciasto wylewamy na rabarbar.

Tortownicę z ciastem wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 50 min. Dla pewności pod koniec pieczenia warto sprawdzić patyczkiem. Patyczek pozostaje wilgotny, bo ciasto jest dość wilgotne, ale nie oblepiony ciastem.

Po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika i lekko studzimy w tortownicy, aby odparowało. Następnie zdejmujemy obręcz, kładziemy talerz lub paterę na cieście i całość obracamy do góry dnem. Pomagając sobie nożem odklejamy dno tortownicy od ciasta, tak aby rabarbar został na cieście.

Smacznego ;)





sobota, 1 czerwca 2013

Na Dzień Dziecka...

" ...Dorośli lubią liczby. Kiedy się im opowiada o nowym przyjacielu, nigdy nie pytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie zastanawiają się: "Jaki jest timbre jego głosu? Jakie są jego ulubione zabawy?Czy zbiera motyle?" Pytają za to "Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?" I dopiero wtedy mogą uznać że wiedzą o nim wszystko. Jeśli powiesz dorosłym: "Widziałem piękny dom z różowej cegły, z pelargoniami w oknie i gołębiami na dachu..."- nie są nawet w stanie go sobie wyobrazić. Trzeba im to określić: "Widziałem dom za sto tysięcy franków". Wtedy dopiero wykrzykną: "Jaki śliczny dom!"
  Podobnie jeśli powiecie dorosłym: "Dowodem istnienia Małego Księcia jest to, że jest zachwycający, śmieje się i życzy sobie baranka. Kiedy ktoś pragnie baranka, stanowi to dowód że istnieje naprawdę" -wzruszą tylko ramionami i powiedzą ci, żeś dzieciuch! Ale jeśli powiesz dorosłym: Planeta, z której pochodzi to asteroid B 612", to nabiorą zaufania i dadzą Ci spokój, wycofując się z pytań. Tacy już są. I nie można im mieć tego za złe. Dzieci powinny być bardziej wyrozumiałe dla dorosłych. Ale oczywiście ci którzy jak my znają życie, śmieją się z liczb!..."

-Antoine De Saint-Exupery "Mały Książę"


Ja uwielbiam, a Wy?
Myślę że i w nas, dorosłych drzemie dziecko. Czasem niewiele przecież trzeba aby je w sobie obudzić :) 
Jeśli się mocno postaracie na zdjęciu poniżej ujrzycie czerwone, dojrzałe poziomki :) Dacie radę jeśli bardzo zechcecie :) Prawda że pysznie wyglądają?





Życzę spełnienia marzeń Dużym i Małym :)


I jeszcze... Kto pamięta? :)



niedziela, 26 maja 2013

COŚ czyli Mini-papryczki i muszle makaronowe - nadziewane i zapiekane pod beszamelem.

Czasem wystarczy kilka składników na które brak pomysłu i jeden deszczowy weekendowy dzień aby powstało COŚ. 
Pewnego dnia spotkałam śliczne mini-papryczki. Miks żółtych i czerwonych małych papryczek szeroko uśmiechał się do mnie. Znacie to uczucie? Nie mogłam im odmówić :) I tym sposobem wróciły ze mną do domu. Wiedziałam że będą nadziewane i zapiekane.
Farsz zrobiłam z czego miałam. Na zasadzie: mięso mielone, no może jeszcze TO i TAMTO i jeszcze odrobinę TEGO. 
Farszu po nadzianiu wszystkich papryczek zostało jeszcze sporo, ugotowałam więc kilkanaście makaronowych muszli, które również nadziałam. Całość ułożyłam na liściach pora w czysto przypadkowej kolejności.




Powstało więc przypadkowe COŚ, co trudno nazwać jedną konkretną nazwą, bo jest totalną mieszanką smaków. Mieszanką zamkniętą w hiszpańskiej mini-papryczce lub włoskim conchiglione, ułożone na liściach polskiego pora i przykryte francuską kołderką z beszamelu. 
Jak smakuje? Według mnie świetnie, nieco zaskakująco. A może ocenicie sami?




Składniki:
  • ok. 300 g mini-papryczek żółtych i czerwonych
  • kilkanaście sztuk muszli makaronowych
Farsz:
  • ok. 500 g mięsa mielonego z szynki
  • 1 cebula drobno pokrojona w kosteczkę
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka oleju do duszenia
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego lub 2 duże łyżki przecieru z pomidorów
  • kilka sztuk dużych zielonych oliwek
  • kilka sztuk pomidorów suszonych z zalewy
  • ok. 100- 150 g tartego na grubych oczkach żółtego sera
  • sól, pieprz, oregano - do smaku.
Sos beszamelowy:
  • 5 łyżek masła
  • 4 łyżki mąki
  • ok. 500 ml ciepłego mleka
  • sól, pieprz - do smaku
  • duża szczypta gałki muszkatołowej
Pokrojoną w kostkę cebulę zeszklić na niewielkiej ilości oleju, po czym dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Razem dusić chwilkę, po czym dodać mięso mielone. Całość dusimy bez przykrycia do chwili aż mięso straci różowy kolor. Dodajemy koncentrat lub przecier pomidorowy i dusimy bez przykrycia aż  powstały sos całkiem odparuje. Lekko ostudzić.
Następnie dodajemy pokrojone oliwki i suszone pomidory oraz straty żółty ser. Całość mieszamy i doprawiamy do smaku solą, pieprzem i oregano.

Papryczki umyć, odkroić bereciki :) czyli górne końcówki z ogonkiem oraz wyczyścić nożem błonki i nasionka.
Muszle makaronowe gotujemy we wrzącej osolonej wodzie przez ok. 10 min. Po ugotowaniu odsączamy z wody na cedzaku.

Małe papryczki i muszle makaronowe wypełniamy całkowicie farszem i układamy w żaroodpornym naczyniu  na wcześniej ułożonych liściach pora w czysto przypadkowej kolejności.

Piekarnik nagrzewamy do 200 st. C.

Przygotowujemy sos beszamelowy. Masło stopić na małym ogniu, dodajemy mąkę i mieszamy aż całość będzie jednolita. Następnie stopniowo dodajemy ciepłe mleko cały czas mieszając. Całość podgrzewamy i mieszamy do chwili aż sos stanie się gęsty. Na koniec doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Sosem beszamelowym zalewamy muszle i papryczki i całość wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy przez ok. 30-35 min., aż wierzch lekko się zrumieni.

Smacznego ;)






wtorek, 14 maja 2013

Chleb orkiszowo-pszenny na zakwasie.

Milion zajęć i pustka w głowie. Ostatnio u mnie notoryczna pustka. Czasem tak bywa. Czasem? Ostatnio zawsze. 
Poszukiwany wolny czas. Czy ktoś ma go w nadmiarze i zechce się ze mną podzielić?
Ja podzielę się chlebem, pysznym, na zakwasie.
Albo oddam cały, taki sam.



Chleb bardzo smaczny, delikatny w smaku. Uniwersalny, będzie pasował do wszystkiego. Bardzo zachęcam do upieczenia. 
Przepis to moja wariacja na temat tego chleba. Bardzo lubię  różne jego modyfikacje.




Zaczyn:
  • 50 g zakwasu dokarmionego ok. 12 godzin wcześniej
  • 90 g mąki żytniej razowej typ 2000
  • 90 g ciepłej wody

Ciasto właściwe:
  • cały zaczyn
  • 250 g mąki pszennej (u mnie typ 750)
  • 150 g mąki orkiszowej jasnej (u mnie typ 700)
  • ok. 230 g letniej wody
  • 1 łyżka płynnego miodu (jeśli macie skrystalizowany to króciutko go podgrzewamy, aż zmieni konsystencję)
  • 1 łyżeczka soli morskiej
  • 1 łyżeczka cukru

Składniki zaczynu mieszamy i pozostawiamy pod przykryciem na ok. 8 godzin.

Po tym czasie do zaczynu dodajemy pozostałe składniki ciasta. Mieszamy, a następnie przekładamy na blat i wyrabiamy podsypując delikatnie mąką.

Wkładamy do miski delikatnie wysmarowanej olejem i pozostawiamy pod przykryciem, w ciepłym miejscu na ok. 1 godzinę czasu.

Po tym czasie wyjmujemy, formujemy bochenek, przekładamy do omączonego koszyczka i pozostawiamy do wyrośnięcia. Czas zależy od wielu czynników, u mnie i u Was będzie się różnił, dlatego nie podaję. Bochenek musi porządnie wyrosnąć.


Piekarnik nagrzewamy do temp. 230 st. C.
Wyrośnięty bochenek wyrzucamy z koszyczka na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Ja nagrzewam blaszkę razem z piekarnikiem.
Bochenek nacinamy, wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 22-25 minut. 
Pod koniec pieczenia wyjmujemy bochenek z piekarnika i sprawdzamy stukając od spodu. Jeśli będzie przy tym wydawał głuchy odgłos to znaczy że pieczenie można już zakończyć.

Po upieczeniu studzimy na kratce.
Kroimy gdy ostygnie :)


Smacznego ;)




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...