Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciastka i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciastka i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wafelki krówkowe

Przed-urlopowo, siedzę jak na szpilkach odliczając dni :) Już zostało tylko kilka. Nie będzie wczasów i  podróży gdzieś tam na koniec świata, za to będzie rodzinnie. Nie widzieliśmy się bardzo długo. Cieszę się.





W kuchni też bardzo szybko, leniwie i mało ambitnie :) Za to bardzo słodko i bardzo pysznie. 
Kalorycznie? Chyba tak. Ale po kilkugodzinnej niedzielnej wędrówce po Izerach wcinaliśmy je bez wyrzutów sumienia. 
Takie właśnie te wafelki są. Maleńkie i ciężko poprzestać na jednym.





Składniki:
  • 200 g suchych wafli (miałam takie okrągłe niewielkie, średnicy kubka)
  • 1 puszka masy krówkowej (510 g)
  • 100 g miękkiego masła
  • 1 szklanka mleka w proszku
Masło miksujemy, następnie dodajemy masę krówkową i ucieramy do połączenia składników. Stopniowo dodajemy mleko w proszku cały czas miksując na gładką masę.
Masą przekładamy wafelki, układamy je na blaszce, a na wierzch kładziemy deseczkę, lub inny płaski przedmiot który obciąży wafelki. Dzięki temu pozostaną płaskie i równiutkie i nie będą się odkształcać.
Całość wkładamy na kilka godzin do lodówki, aby masa stężała.
Przed podaniem kroimy na mniejsze części.

Smacznego ;)





piątek, 8 lutego 2013

Faworki... i o mojej tłustoczwartkowej tradycji kilka słów


Tłusty czwartek w zasadzie już minął, to ja tylko napomknę w jednym dosłownie słowie :)
Co roku na tłusty czwartek robię pączki, takie tradycyjne, najlepsze na świecie bo domowe. Wiem o tym bo udały mi się raz, za pierwszym razem. Rewelacja, nie zapomnę jaka byłam z siebie dumna :)

Kolejnego roku zabrałam się znów za nie. I... niestety wyleciało mi z głowy że trzeba dodać spirytus lub wódkę, pączki nasiąkły olejem jak gąbki, fuuuj. Tyle roboty – około 50 sztuk moich pączków zasiliło pobliskie wysypisko.
Kolejny tłusty czwartek, jestem rok starsza i o rok bogatsza w doświadczenia pączkowe. Tym razem pilnowałam się aby nie zapomnieć o alkoholu. Hura, nie zapomniałam. Ale... pączki znów mocno nasiąkły olejem. No tak, za słabo rozgrzany olej :( Powtórka z rozrywki - około 50 sztuk moich pączków zasila zapewne pobliskie wysypisko. Marne to pocieszenie ale jestem bogatsza o kolejne doświadczenie w smażeniu pączków.
No i wreszcie tłusty czwartek 2013. No chyba w końcu się uda. Trzeba tylko pamiętać, nie zapomnieć o wódce, dobrze nagrzać olej. Sprawdzić wrzucając kawałek chleba. Tak zrobiłam i... pączki wyszły piękne, po raz drugi w życiu byłam dumna z moich pączków, dumna jak diabli :) Trzeba spróbować te cudeńka, prawda? Iiii.... no nie!!! Nieupieczone w środku. Tym razem przeholowałam z temperaturą, olej za mocno się nagrzał. Buuu. Chciało mi się wyć wniebogłosy. Tyle roboty, ręczne wyrabianie, buuu. Tak się starałam, buuu. A tu... buuu
Ponad 20 sztuk (tym razem zrobiłam z połowy porcji) trafia do kosza.
No trudno za rok na pewno nie yyy (chwila zastanowienia)... na pewno nie zrezygnuję, bo przecież to praktyka czyni mistrza, prawda? I nie ma co się zrażać tylko próbować dalej :) W końcu moje tłustoczwartkowe pączki w koszu na śmieci przestaną być tradycją. A może małżon by się nauczył? :)) Jest ekspertem od makowca, to może byłby też od pączków? Zobaczymy, może nawet przekonamy :))

Wracając do tłustego czwartku 2013 musiałam się zrehabilitować, w końcu tłusty czwartek a my bez żadnego pączka w gębie.
Zabrałam się za faworki. Byłam taka zła że nawet nie wkurzało mnie już to że trzeba tak bardzo długo tłuc ciasto wałkiem. Długo? Eeee tam, jakoś tak samo poszło, nie wiadomo kiedy :)
Uff emocje rozładowane. I nikomu się nie dostało - dosłownie i w przenośni :) Od razu lepiej, jakoś tak milej, atmosfera w domu inna. Miło :) 
Faworki wyszły bossskie. Zawsze odkąd tylko pamiętam robię je z przepisu znalezionego u Magdy




Składniki:

  • 500 g mąki pszennej
  • 8 żółtek
  • od 1/2 do 1 szklanki kwaśnej śmietany - tyle ile wgniecie się w ciasto, śmietanę wybieram zawsze  18%
  • 1 łyżka cukru pudru
  • szczypta soli
  • 1 łyżka spirytusu lub wódki
  • olej do smażenia
  • cukier puder, może być wymieszany z cukrem waniliowym - do posypania faworków

Do miski przesiewamy mąkę. Robimy niewielkie wgłębienie i wbijamy żółtka. Dodajemy pozostałe składniki, a śmietanę stopniowo w takiej ilości aby ciasto było zwarte i dość twarde. Powinno mieć mniej więcej konsystencję ciasta na kluski do rosołu. Jeśli przeholujemy ze śmietaną i ciasto zrobi się zbyt rzadkie dosypujemy mąki, jeśli z kolei jest zbyt suche, dodajemy odrobinę śmietany.
Ciasto dokładnie wyrabiamy ręcznie, a potem bijemy wałkiem do ciasta do momentu aż zaczną się tworzyć pęcherzyki powietrza.
Kawałki ciasta wałkujemy bardzo cieniutko, wycinamy nożem lub radełkiem prostokąty, których środek nacinamy. Jeden z końców każdego prostokąta przeciągamy przez nacięcie na środku.

Na głębokiej patelni rozgrzewamy olej i smażymy faworki z obu stron na złoty kolor. 
Po wyjęciu układamy na talerz wyłożony serwetkami lub ręcznikiem papierowym, aby odsączyć nadmiar oleju. 
Gdy wystygną posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego - o ile nie macie jeszcze dosyć ;) 



niedziela, 15 stycznia 2012

Biszkopciki z kremem pomarańczowym (orange curd)

Ciasteczka bardzo szybkie w wykonaniu, a gdy macie gotowy lemon curd lub orange curd zrobicie je dosłownie w kilka chwil. Jedyne co można im zarzucić to chyba to że tak szybko znikają.
Przepis Beaty Lipov znalazłam w magazynie Kuchnia nr 12-2011. W oryginale biszkopciki są z kremem cytrynowym posypane cukrem pudrem. Ja natomiast musiałam zutylizować pomarańcze, a że uwielbiam połączenie pomarańczowo-czekoladowe dlatego zdecydowałam się na polewę czekoladową zamiast cukru pudru. Wiecie co, to był strzał w dziesiątkę.
Polecam ;)


Składniki na biszkopty:
  • 2 jajka
  • 50 g drobnego cukru
  • 60 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Krem pomarańczowy:
  • 3 pomarańcze
  • 200 g cukru
  • 20 g mąki ziemniaczanej
  • 2 jajka
  • 2 żółtka
  • 30 g masła

Polewa czekoladowa:
  • 50 g czekolady gorzkiej
  • 2-3 łyżki mleka

Składniki ciasta powinny mieć temperaturę pokojową, dlatego jajka wyciągamy kilka minut wcześniej z lodówki. 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 st. C.

Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę, która w trakcie ubijania powinna potroić swoją objętość. Mąkę z proszkiem do pieczenia przesiewamy przez sitko i przesianą dodajemy do masy jajecznej. Delikatnie mieszamy łyżką lub łopatką aż do połączenia składników w jednolitą masę. 
Niewielkie porcje ciasta ( wykładałam po 1 małej łyżeczce) wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, pozostawiając między nimi odstępy ok. 4 cm.

Ciasteczka pieczemy w nagrzanym piekarniku do uzyskania jasno złotego koloru.
Upieczone biszkopty zdejmujemy z papieru  dopiero gdy ostygną, podwadzając delikatnie cienkim nożykiem lub szpatułką.

Przygotowujemy krem. Pomarańcze zparzamy wrzątkiem, skórkę z nich ocieramy i wyciskamy sok.
Do garnka z grubym dnem wsypujemy cukier, dodajemy skórkę i sok pomarańczowy, mąkę ziemniaczaną, jajka i żółtka. Energicznie mieszamy aby nie porobiły się grudki i stawiamy na małym ogniu. Mieszaninę doprowadzamy do wrzenia, cały czas przy tym mieszając. Następnie dodajemy masło i gotujemy jeszcze przez 2-3 minuty, w dalszym ciągu przy tym nie przerywamy mieszania.
Masa powinna być gładka i lśniąca. Jeśli są w niej grudki można ją przetrzeć przez sitko lub zmiksować.

Biszkopciki przekładamy kremem. Jeśli zostanie Wam trochę masy można ją włożyć do słoiczka, przykryć folią spożywczą by nie powstał na wierzchu kożuch, a po wystudzeniu zakręcić i odstawić do lodówki. Masę można w lodówce przechowywać do tygodnia.

Przygotowujemy polewę czekoladową. Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej, dodajemy ciepłe mleko i mieszamy. Polewą ozdabiamy biszkopty.

Smacznego ;)




środa, 21 grudnia 2011

Pierniczki :)

Siedzimy sobie z małym na L4 i mimo że dziś spadło u nas ok. 10-15 cm śniegu to z uroków zimy niestety nie odważyliśmy się skorzystać. Dziecię czuło się trochę lepiej niż wczoraj. Inna sprawa że dzieć ozdrowiał jak tylko śnieg zobaczył przez okno. Hmmm... nie wiedziałam że sam widok śniegu ma taką moc :)
Dobrze że przygotowania do Świąt najwyższy czas zacząć, to przynajmniej się nie nudzimy. Dziś na warsztat wreszcie wzięliśmy pierniczki.
Wiem, wiem, wszędzie pierniczki, no ale tak naprawdę Święta bez pierniczków to jak świąteczny program TV bez "Kevina..." :)
U nas jak zwykle pierniczki takie właściwie na ostatnią chwilę, dla zabieganych, zagapionych, zapominalskich, albo dla tych którzy się dopiero teraz decydują. Polukrowane po upieczeniu i zamknięte w puszce miękną już po upływie doby, a idealne są po dwóch dniach.
Przepis odkryłam kilka lat temu bodajże na stronie mojeciasto.pl (niestety nie mogę znaleźć obecnie tego przepisu by go podlinkować) i od tamtej pory goszczą u nas co roku. Są pyszne.

Nasze tegoroczne pierniczki może nie wyglądają jak wprost spod ręki mistrza dekoracji, chociaż dla mnie wszystkie dzieła mojego synka są mistrzowskie :)) ale chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę i wspólne spędzanie czasu. Mam nadzieję że dzieć mój gdy dorośnie będzie wracać wspomnieniami do tych właśnie chwil :)




Składniki:
  • 2 szklanki mąki pszennej tortowej typ 450
  • 1 jajko
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1 czubata łyżka miodu
  • 1 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 25 g drożdży świeżych
  • 25 g miękkiego masła
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany- opcjonalnie jeśli masa będzie zbyt sucha.
Lukier:

  • cukier puder 
  • sok pomarańczowy


Mąkę mieszamy z przesianym przez sitko cukrem pudrem i sodą. Miód podgrzewamy z z przyprawami do rozpuszczenia. Miód wlewamy do mąki, mieszamy. Następnie dodajemy drożdże, które należy tylko wkruszyć bez przygotowania rozczynu, a także jajko i masło.
Ciasto zagniatamy i rozwałkowujemy na ulubioną grubość. Jak dla mnie idealnie jest na ok. 0,5 cm, w trakcie pieczenia pierniczki jeszcze  troszkę urosną.
Foremkami wycinamy ciasteczka. Pieczemy 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 190 st. C. Jeśli pieczemy  kolejne blaszki pierniczków, jedna po drugiej to drugą blaszkę pieczemy troszkę krócej. Trzeba uważać by nie spiec ich za bardzo bo wówczas twardnieją.

Po upieczeniu lukrujemy i odstawiamy na ok. dobę, aby zmiękły. Polukrowane i udekorowane zamknęłam w słoiku.
Trudno mi wskazać jednoznacznie proporcje składników lukru bo zawsze przyrządzam "na oko". Musi to być taka bardzo gęsta substancja, bo zbyt rzadki spłynie z pierniczków prawie w całości.

Smacznego ;)





poniedziałek, 19 grudnia 2011

Ciasteczka orkiszowe z czekoladą

Dotychczas z mąki orkiszowej piekłam tylko chleby, które są naprawdę wyjątkowe w smaku. A te ciasteczka to mój pierwszy słodki wypiek na tej mące, ale wiem już że na pewno nie ostatni :)  Ciasteczka są przepyszne, kruchutkie, pachną i smakują czekoladą. Ciasteczka mimo że nie korzenne to idealnie pasują na nadchodzące Święta.
Polecam :)

A za przepis dziękuję Gosi99 z "Ekspresji Kulinarnych"


Z tej porcji składników wyszło mi 25 sztuk, ale następnym razem bez wahania zrobię z podwójnej porcji.




Składniki:
  •  ok. 115 g miękkiego masła
  • 1/3 szklanki brązowego cukru
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 3/4 szklanki maki orkiszowej (dałam jasną typ 700)
  • szczypta soli
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2/3 szklanki płatków czekoladowych lub posiekanej czekolady (wykorzystałam posiekaną gorzką czekoladę, ale sądzę że pyszne będą również z czekoladą mleczną czy też białą)

Masło ucieramy z cukrem i cukrem brązowym. Następnie dodajemy jajko i ekstrakt i wszystko razem ucieramy.
W drugiej misce mieszamy razem przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól i posiekaną czekoladę, a następnie wsypujemy wszystko do miski z masłem i dokładnie mieszamy.

W międzyczasie piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Nabieramy po łyżeczce ciasta i formujemy niewielkie kulki (u mnie wielkości orzecha włoskiego). Kulki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w niewielkich odstępach, a następnie lekko spłaszczamy je dłonią lub za pomocą widelca.

Ciasteczka wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 12-13 minut. Ciasteczka po upieczeniu są bardzo miękkie, więc nim je zdejmiemy z blaszki trzeba chwilę odczekać.
Studziłam na kratce.

Smacznego ;)




niedziela, 11 grudnia 2011

Ciasteczka cytrynowe czyli wspólnego pieczenia z Marysią cz. 2 :)

Po zrobieniu ciasta na tygryski zostały nam jeszcze żółtka, które również wykorzystałyśmy. Tym razem ja zaproponowałam ciasteczka cytrynowe, na które przepis znalazłam w październikowym numerze magazynu "Kuchnia" (nr 10-2011).
Ciasteczka bardzo szybkie w przygotowaniu, pyszne i baaardzo aromatyczne :) Robiłam je już wcześniej, więc wiedziałam, że to będzie również dobry wybór :)

Marysiu jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas :)

W oryginale ciasteczka po upieczeniu są posypane cukrem pudrem, ale moim zdaniem jest to całkowicie zbędne, bo ciasteczka wychodzą wystarczająco  słodkie. Chyba że dla oka się jednak zdecydujecie to lepiej wówczas, tak jak u Marysi zmniejszyć ilość cukru w cieście.
No i masło użyte do tego wypieku powinno być schłodzone. Gdy wcześniej robiłam z masłem miękkim, przeleżałym wcześniej w temperaturze pokojowej, ciasteczka podczas pieczenia straciły kształt. Tym razem za radą Marysi użyłam masło schłodzone, prosto z lodówki i wszystko wyszło bardzo dobrze.

Polecam  i zapraszam także do Marysi :)





Składniki:
  • 120 g masła
  • 120 g cukru
  • 2 żółtka
  • skórka otarta z 2 cytryn
  • 150 g mąki pszennej
  • 110 g mąki ziemniaczanej

Ucieramy masło z cukrem, dodajemy żółtka, startą skórkę cytrynową i obie mąki. Mieszamy wszystko mikserem na niskich obrotach do chwili połączenia składników. Ciasto jeszcze chwilę zagniotłam, bo po zmiksowaniu powstało coś w rodzaju kruszonki.
Następnie ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 1 cm i foremkami wycinamy ciasteczka o dowolnych kształtach :)

Piekarnik  nagrzewamy w międzyczasie do temp. 160 st. C
Ciasteczka pieczemy w nagrzanym piekarniku przez ok. 20 min. do uzyskania ładnego złotego koloru.


Smacznego ;)



Tygryski i ciasteczkowy dzień z Marysią :)

Wczoraj wirtualnie w kuchni spotkałam się z Marysią czyli Manorią z bloga Uczta dla podniebienia. A doszło do tego tak:
W komentarzach pod poprzednim postem okazało się że mamy z Marysią pewne cechy wspólne :) Kto czytał wstęp do posta o roladzie ten doskonale wie o co chodzi :) Pomyślałam że w takim razie może fajnie byłoby coś upiec razem. Tym bardziej że wobec naszych skłonności do gaf i pomyłek wiele wydarzyć się mogło :)

Z okazji tego naszego pierwszego wspólnego pieczenia Marysia wybrała Tygryski - przeurocze i bardzo smaczne ciasteczka od Kasi Prezydentowej. Mnie też akurat to pasowało bo bardzo chciałam je upiec jak tylko je u Kasi zobaczyłam. Co prawda moje nie wyszły tak ładnie jak u Kasi, bo warstwy można było dwa razy cieniej rozwałkować i dać więcej migdałów (dałam mniej niż przepisowych 125 g). No i w ogóle do prawdziwych tygrysków tym moim ciasteczkom daleko, bardziej wyglądają jak więzienne kubraczki :))

Ponieważ po zrobieniu ciasta do tygrysków zostały nam żółtka upiekłyśmy też jeszcze inne pyszne ciasteczka, ale o tym napiszę w następnym poście :)

 Tym razem obyło się też bez większych gaf, udało się hihi nic nie zbroić, prawie nic nie pomylić. Prawie, bo jakimś cudem poukładałam migdały odwrotnie, ale pokroiłam ciasteczka też odwrotnie więc ostatecznie nic się nie wydarzyło :)

Marysiu bardzo dziękuję za ten wspólnie spędzony fantastyczny ciasteczkowy dzień, za maile, których napisałyśmy do siebie chyba całe stado :) za świetną zabawę i bardzo miłe doświadczenie, bo jeszcze nie miałam okazji z nikim piec wspólnie :)
Cieszę się że miałyśmy okazję się trochę bliżej poznać. Mam nadzieję też że to nie ostatnie nasze wspólne pichcenie i wkrótce je powtórzymy :)

Kasiu, bardzo dziękuję za świetny przepis. Ciasteczka są co prawda pracochłonne, ale warte tego zachodu, bo wychodzą naprawdę bardzo, ale to bardzo smaczne.
Co prawda miałam jeden problem z rozwałkowaniem ciasta po tych 6 godzinach pobytu w lodówce (moje siedziało chyba nawet 7), bo ciasto zrobiło się wtedy strasznie twarde, ale dałam radę :) Odczekałam chwilkę, pozgniatałam je troszkę rękami i zmiękło.  Zastanawiam się czy może  następnym razem potrzymać je w lodówce krócej, no ale to to już do przetestowania następnym razem.

Na tygryski zapraszam również do Marysi.



Składniki:
  • 175 g cukru pudru
  • 300 g zimnego masła
  • 2 białka
  • szczypta soli
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 5 kropli aromatu z gorzkich migdałów (ja dałam zwykły aromat migdałowy)
  • 435 g mąki pszennej
  • 25 g kakao
  • 125 g migdałów w skórce

Cukier puder przesiewamy. Dodajemy zimne masło i siekamy je,  a następnie zagniatamy z cukrem. Teraz dodajemy białka, sól, aromat migdałowy i skórkę cytrynową, ponownie zagniatamy wszystko razem. Ja potraktowałam mikserem na wolnych obrotach.
Ciasto dzielimy na dwie równe części. Do jednej dodajemy 225 g mąki, zagniatamy i krótko wyrabiamy. Do drugiej części dodajemy kakao i 210 g mąki. Obie części zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na ok. 6 godzin. Następnym razem spróbuję chyba jednak krócej.

Po wyjęciu ciasta z  lodówki rozwałkowujemy każdą z części na grubość ok. 2 mm. Ponieważ nie mam nieprzywieralnego blatu więc wałkowałam między dwoma warstwami folii spożywczej, aby ciasto nie przywierało do wałka i stolnicy.  
Ciasto dzielimy na paski równej szerokości, tak ok. 5-6 cm. Paski te układamy od razu na folii spożywczej, jeden na drugim, kolorami na zmianę.
Co trzecią warstwę układamy migdały  w odstępach 2-3 cm równolegle do długiego boku pasków (nie prostopadle jak ja to przez nieuwagę zrobiłam :)) Migdały przykrywamy kolejnym paskiem, i tak aż do wyczerpania pasków.

Bardzo ładną fotorelację z przygotowania ciasteczek przygotowała na swoim blogu Marysia.
Dokładnie widać krok po kroku jak wycinać i układać poszczególne warstwy. Polecam ją sobie obejrzeć.

Gdy ułożymy już wszystkie paski, cała sztabkę wałkujemy krótko, tylko tam i z powrotem, by migdały dobrze ułożyły się w cieście. Całość zawijamy w folię i wkładamy do zamrażarki na ok. 1 1/2 godziny. Dobrze jest zajrzeć w międzyczasie, bo ciasto musi być zmrożone ale nie może zamarznąć na kamień.

Piekarnik nagrzewamy do temp. 185 st. C.

Ciasto wyjmujemy z zamrażarki, odwijamy stopniowo z folii i bardzo ostrym nożem kroimy na plasterki szerokości ok. 1 cm, śmiało  można troszkę węższe. Układamy je od razu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 12-15 min, uważając by nie spiec za mocno.
Studzimy na kratce, a po wystudzeniu zamykamy w puszcze.

Smacznego ;)




czwartek, 17 listopada 2011

Kokosanki

Świetny pomysł na wykorzystanie zalegających białek. Co prawda w przepisie są tylko 2 białka, ale nic nie stoi przecież na przeszkodzie by zrobić z porcji podwójnej lub nawet potrójnej, bo ciasteczka te wychodzą tak pyszne, że ciężko poprzestać na jednym :)

Przepis od Dorotuś.

Polecam :)




Składniki:

  • 2 białka
  • 250 g wiórków kokosowych
  • 100 g masła lub margaryny
  • 3/4 szklanki cukru
  • 4 łyżki mleka


Masło rozpuszczamy z cukrem i mlekiem. Następnie dodajemy wiórki, mieszamy, chwilkę razem gotujemy. Odstawiamy masę by lekko przestygła.

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Białka ubijamy na sztywną pianę. Delikatnie mieszamy z masą kokosową. Ciasto nakładamy łyżką  w postaci kulek na natłuszczoną blaszkę (ja wyłożyłam papierem do pieczenia).  Następnie, kulki te lekko spłaszczyłam.

Ciasteczka pieczemy w nagrzanym  do 180 st. C piekarniku, przez ok. 15-20 minut, do uzyskania złotego koloru.

Po upieczeniu ciasteczka te są bardzo miękkie, więc zanim je zdejmiemy z blachy trzeba troszkę odczekać.


Smacznego ;)










niedziela, 3 lipca 2011

Biszkopty Ladyfingers

Idealne biszkopciki, do kawy czy herbaty, jak kto woli. Zdecydowanie lepsze niż te ze sklepu, a robi się je na tyle ekspresowo że naprawdę nie warto kupować. Znikają z talerza równie szybko :)
W wykonaniu bardzo podobne do baletek, o których już wpis jakiś czas temu się pojawił.

Za przepis dziękuję Dorotce z "Moich Wypieków". a Wam gorąco polecam :)




Składniki:
  • 3 jajka
  • 80 g drobnego cukru lub cukru pudru
  • 75 g mąki pszennej (dałam mąkę tortową)
  • oraz cukier puder do oprószenia

Z tej porcji składników wyszło mi tak jak w oryginale dwie piekarnikowe blaszki pojedynczych ciasteczek.
Piekarnik rozgrzewamy do temp. 180 st. C.
Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. Ważne jest aby ubić je dokładnie, całkiem na sztywno. Następnie  cały czas miksując stopniowo i powoli dodajemy cukier. Dodajemy żółtka i dalej miksujemy. Następnie dodajemy przesianą przez sitko mąkę i bardzo delikatnie mieszamy ją za pomocą łyżki z masą jajeczną.
Masę przekładamy do rękawa cukierniczego z grubą okrągłą nasadką (ja wykorzystałam szpryckę bez końcówki) i wyciskamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, paski długości ok. 10 cm.
Między ciastkami pozostawiamy niewielkie odstępy.
Ciasteczka przed pieczeniem posypujemy cukrem pudrem i pozostawiamy je na ok. 5 minut aby wyschły.

Ciasteczka pieczemy przez około 10 minut do uzyskania lekko złotego koloru.

Najlepiej jest włączyć termoobieg i piec obie blaszki na raz.
Smacznego ;)


Przepis dołaczam do akcji:

Ciasteczka tu i tam!

piątek, 3 czerwca 2011

Ciasteczka owsiane ze słonecznikiem

Te pyszne, chrupiące ciasteczka z płatkami owsianymi i słonecznikiem znalazłam u Myniolinki, a Myniolinkę zainspirowała Panna Malwinna,u której znajdziecie ciasteczka  w wersji z orzechami.
Ciasteczka niesamowite w smaku, idealne do kawki lub herbatki. Jeśli ich jeszcze nie znacie to polecam Wam w ciemno :)




Składniki:
  •  110 g miękkiego masła
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 1 roztrzepane jajko
  • 1/3 szklanki słonecznika
  • 2/3 szklanki płatków owsianych
  • 2/3 szklanki mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Mąkę mieszamy z płatkami owsianymi i proszkiem do pieczenia. Masło ucieramy mikserem, następnie dodajemy cukier i ucieramy dalej. Następnie dodajemy jajko i słonecznik i mieszamy dłońmi. Dodajemy mąkę z płatkami i dobrze wyrabiamy. Ciasto jest dość klejące.
Ciasto wkładamy do lodówki na ok. 1/2 godziny lub trochę dłużej.

Po tym czasie z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.. Kulki delikatnie spłaszczamy dłonią.

Piekarnik nagrzewamy ( ja piekłam w temp. 180 st. C) i pieczemy przez ok. 15 minut, lub do uzyskania złotego koloru. Po upieczeniu jeszcze gorące ciasteczka za pomocą szpatułki przenosimy na kratkę i na niej pozostawiamy do ostygnięcia.

Smacznego :)




środa, 18 maja 2011

Ciasteczka earl grey

Przepyszne, kruche ciasteczka o  wspaniałym smaku  herbaciano-maślanym. Idealne do poobiedniej kawki lub herbatki.
Mi wyszły bardzo kruche, nawet twardawe, takie fajne chrupaczki :)
A przepis znalazłam u Mirabelki, której bardzo za niego dziękuję. Z pewnością jeszcze nie raz wrócę do tych ciasteczek, a Wam bardzo polecam.

Przepis podaję za Mirabelką.


Składniki:
  •  2 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (dałam 20 g)
  • 200 g miękkiego masła
  • 2 łyżeczki wody
  • 4 torebki herbaty earl grey
  • szczypta soli

Mieszamy w misce mąkę, cukier, cukier puder, cukier waniliowy, suchą herbatę z torebek i sól. Dodać pokrojone na kawałki masło i  wodę i zagniatamy ciasto. Najpierw wymieszać mikserem, później zagnieść ręcznie.

Piekarnik nagrzewamy do temp. 200 st. C.

Płaską blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia.
Z ciasta formujemy małe kulki, układamy je na blaszce w odstępach  i spłaszczamy dłonią.

Pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 15 minut.

Świeżo upieczone ciastka są miękkie, dopiero po ostygnięciu robią się kruche.

Smacznego ;)


sobota, 9 kwietnia 2011

Marchewkowe ciasteczka z orzechami laskowymi.

Te absolutnie fantastyczne ciasteczka z orzechami laskowymi znalazłam u Ani.
Pyszne, chrupiące, bardzo słoneczne. Aniu, miałaś rację, można się w nich zakochać ;)
Ja z całą pewnością jeszcze nie raz do nich wrócę, a Wam gorąco polecam ;)

Składniki:
  • 125 g surowej marchewki startej na drobnych oczkach
  • 150 g miękkiego masła
  • 175 g brązowego cukru
  • 50 g bułki tartej
  • 225 g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenie
  • 100 g orzechów laskowych
  • oraz na lukier:  35 g cukru pudru, 2 łyżki soku z pomarańczy, skórka otarta z pomarańczy
Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C. Orzechy laskowe wysypujemy na blaszkę i pieczemy przez ok. 10 minut, do momentu aż skórka zbrązowieje i popęka. Wyjmujemy z piekarnika i pozostawiamy do ostygnięcia.

Startą marchewkę wkładamy do garnuszka, zalewamy małą ilością gorącej wody (tylko tyle aby przykryć marchewkę) i gotujemy na wolnym ogniu przez 5 minut. Odcedzamy i pozostawiamy do ostygnięcia.

Masło ucieramy z cukrem. Dodajemy mąkę, bułkę tartą, proszek do pieczenia i jajko i dokładnie mieszamy.

Ostudzone orzechy przesypać na ściereczkę kuchenną i dokładnie pocierając zdjąć brązowe skórki. Następnie orzechy grubo siekamy i dodajemy je razem z marchewką do masy.

Piekarnik nagrzewamy do temp. 190 st. C.

Z masy formujemy kulki wielkości małego orzecha włoskiego i rozkładamy w niewielkich odległościach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Każdą kulkę delikatnie spłaszczamy za pomocą łyżeczki lub widelca.

Pieczemy ok. 13-15 minut w temp. 190 st. C. Studzimy na kratce.
Na końcu polewamy lukrem.

Smacznego ;)





Przepis dołączam do akcji:


wtorek, 29 marca 2011

Baletki

Te pyszne ciasteczka znają chyba wszyscy. Pamiętam że gdy ja i moje rodzeństwo byliśmy dziećmi Mama kupowała nam je w cukierni. Trzeba było tylko dobrze trafić, gdy były świeże. Bo gdy się źle trafiło to można je było co najwyżej wykorzystać w celach obronnych ;)
Teraz, kiedy znalazłam na nie przepis, jestem szczęśliwa że mogę je zrobić sama. Robi się je chwilę i równie szybciutko znikają :) No dobra, nie będę czarować. Gwarantuję Wam że znikną jeszcze szybciej niż je zrobicie :)
A za przypomnienie smaku z dzieciństwa dziękuję Dorotce z bloga "Moje Wypieki"

Składniki:
  • 3 jajka
  • 80 g drobnego cukru lub cukru pudru
  • 75 g mąki pszennej
  • mak do posypania
  • dżem do przełożenia (u mnie marmolada wieloowocowa)
Z tej porcji składników wyszło mi tak jak w oryginale dwie piekarnikowe blaszki pojedynczych ciasteczek.

Piekarnik rozgrzewamy do temp. 180 st. C.

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. Ważne jest aby ubić je dokładnie, całkiem na sztywno. Następnie w cały czas miksując stopniowo i powoli dodajemy cukier. Dodajemy żółtka i dalej miksujemy. Następnie dodajemy przesianą mąkę i bardzo delikatnie mieszamy ją z masą.
Masę przekładamy do rękawa cukierniczego z grubą okrągłą nasadką (ja wykorzystałam szpryckę bez końcówki) i wyciskamy na blaszkę nieduże kółeczka(u blaszka była wyłożona papierem do pieczenia, chociaż idealnie było by mieć matę silikonową lub tak jak u Dorotki teflonową, bo do papieru przywierają i trzeba je zdejmować delikatnie podwadzając nożykiem).
Między ciastkami pozostawiamy niewielkie odstępy. Na końcu posypujemy ciasteczka makiem.

Ciasteczka pieczemy przez około 10 minut do uzyskania lekko złotego koloru.
Najlepiej jest włączyć termoobieg i piec obie blaszki na raz.

Po upieczeniu przekładamy ciasteczka dżemem lub marmoladą.

Smacznego ;)



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...