sobota, 31 grudnia 2011

Miodownik... a w Nowym Roku...

Miodownik - to wspaniałe ciasto po raz pierwszy upiekłam właśnie na tegoroczne Święta. Wspaniałe i bardzo, bardzo miodowe.
Za przepis dziękuję Evence

Ten przepis jest już ostatnim przepisem publikowanym w tym roku.

A na Nowy Rok życzę Wam samych cudownych chwil,
uśmiechu co dnia i spełnienia wszystkich marzeń.
Życzę Wam by ten nadchodzący Nowy Rok
był pod każdym względem lepszy od mijającego.


Ciasto:
  • 500 g mąki pszennej
  • 150 g cukru pudru
  • 100 g miodu
  • 50 g masła
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka sody
  • 1/2 szklanki mleka
Krem:
  • 1/2 l mleka
  • 4 płaskie łyżki kaszy mannej
  • cukier waniliowy
  • 1/2 kostki masła
  • 1/2 kostki margaryny
  • 1 szklanka cukru

Dodatkowo do przełożenia:
  • kwaskowy dżem
Ciasto należy upiec na kilka dni przed podaniem, gdyż po upieczeniu jest dość twarde, a smaku i miękkości nabiera po ok. 2 dniach.
Wszystkie składniki ciasta wymieszać i zagnieść. Gdyby ciasto się mocno kleiło, lepiej jest je odstawić na jakiś czas do lodówki niż podsypywać mąką, gdyż wówczas placki po upieczeniu wyjdą twardsze.
Ciasto podzielić na 4 części, rozwałkować na cienkie placki. Każdy z placków pieczemy oddzielnie (u mnie blaszka 25 x 30 cm) przez ok 7 min. w temp. 200 st. C z termoobiegiem, lub chwilkę dłużej bez termoobiegu. Uważamy by placków za mocno nie spiec, bo wtedy dłużej będzie trwało nim zmiękną.
Po upieczeniu placki pozostawiamy do ostygnięcia.


Przygotowujemy krem:
Kaszę ugotować na mleku i wymieszać z cukrem waniliowym i ostudzić, tak aby była letnia, nie całkiem zimna.
Miękki tłuszcz utrzeć z cukrem (idealny będzie tu cukier drobny do wypieków, ucieranie będzie trwało wtedy krócej). W następnej kolejności dodajemy po łyżce, najwyżej dwie przestudzonej kaszy cały czas ubijając. Nie można dać jednorazowo za dużo kaszy gdyż krem może się zwyczajnie zwarzyć.

Przekładamy placki w następujący sposób:
- placek 1
- warstwa kremu
- placek 2
- warstwa dżemu
- placek 3
- warstwa kremu
- placek 4

Wierzch ciasta posmarowałam cieniutko pozostałą ilością kremu i polałam polewą czekoladową na którą przepis podawałam już w poście o pierniku przekładanym oraz udekorowałam różnego rodzaju posypkami.

Ciasto przechowywałam w lodówce, owinięte w folię spożywczą, aby nie wysychało.


Polecam ;)

I do zobaczenia w 2012 roku :)








piątek, 30 grudnia 2011

Sernik pomarańczowo-czekoladowy

Gdy zobaczyłam u Majanki ten serniczek, wiedziałam że będzie to jeden z moich świątecznych wypieków. I chociaż połączenie pomarańczy i czekolady pasuje na każdą okazję to mnie się jakoś tak bardzo mocno kojarzy właśnie z atmosferą Świąt Bożego Narodzenia.
Serniczek wyszedł pyszny, a moim domownikom bardzo przypadł do gustu. Z pewnością jeszcze nie raz do niego wrócę.
Majanko, bardzo dziękuję za kolejny bardzo udany przepis, a Wam gorąco polecam. Wypróbujcie koniecznie i długo z tym nie zwlekajcie :)




Ciasteczkowy spód:
  • 140 g ciasteczek digestive ( ja użyłam wiatraczki)
  • 50 g masła

Masa serowa:
  • 750 g sera śmietankowego (kremowego) o zawartości tłuszczu powyżej 20% - ja użyłam prawdziwego wiejskiego twarogu, ale może być też dobrej jakości ser z wiaderka
  • 1 szklanka cukru
  • 2 płaskie łyżki mąki pszennej
  • 5 dużych jajek
  • 2-4 łyżki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy ( dałam 4 łyżki)
  • 1/2łyżki otartej skórki pomarańczy na tarce o drobnych oczkach
  • 75 g gorzkiej czekolady stopionej w kąpieli wodnej

Piekarnik nagrzewamy do temp. 180-190 st. C.
Tortownicę ( o średnicy 23 cm) wykładamy dokładnie folią aluminiową.
Ciasteczka pokruszyć bardzo dokładnie ( ja połamałam i potraktowałam blenderem) i wymieszać z roztopionym masłem. Całość wykładamy na dno tortownicy, wyrównujemy i ugniatamy tworząc spód ciasta. Spód zapiekamy w nagrzanym piekarniku przez ok. 10 min. Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika, czekamy aż ostygnie i schładzamy.

W misce wymieszać ser z cukrem, mąką, skórką i sokiem pomarańczowym. Dodajemy następnie po jednym jajku miksując krótko, tylko do czasu połączenia składników.
Do drugiej miski odlewamy dwie szklanki masy serowej, którą mieszamy z lekko przestudzoną roztopioną czekoladą..

Masę serową (bez czekolady) wylewamy na podpieczony spód. Na nią łyżką wykładamy masę czekoladową. Końcem cienkiego noża (od dołu) wymieszać obie masy tworząc marmurkowy wzorek.

Sernik pieczemy w kąpieli wodnej w nagrzanym do 160 st. C piekarniku przez 55-60 min. Potem wyłączamy piekarnik i pozostawiamy sernik w środku przy lekko uchylonych drzwiczkach na ok. 30 min. Po tym czasie tortownicę wyjmujemy z piekarnika, odstawiamy do wystudzenia. Po 10 min. należy objechać brzegi ciasta nożem i zdjąć obręcz tortownicy. Pozostawiamy ciasto do całkowitego wystudzenia, a potem chłodzimy w lodówce. Najlepiej przez całą noc.


Smacznego ;)



wtorek, 27 grudnia 2011

Świąteczny piernik przekładany bitą śmietaną

Święta, święta i po świętach, następne dopiero za rok, ale korzystając z tego że świąteczna atmosfera jeszcze nie ostygła na dobre (przynajmniej u nas) chciałabym pokazać to czego nie zdążyłam wcześniej. A przepis, cóż być może przyda się komuś za rok :) 
Ja z pewnością do niego wrócę, bo taki piernik przełożony bitą śmietaną i oblany polewą czekoladową to po prostu niebo w gębie.

Za przepis na piernik dziękuję Magoldie, która podała go tutaj

Z podanych niżej składników upiekłam trzy małe piernikowe torciki.
Dwa w kształcie choinek wymiary foremki: 24 cm (wysokość choinki) x 20 cm (szerokość, w najszerszej dolnej części)
oraz jeden prostokątny w blaszce o wymiarach 25x15 cm






Piernik:

  • 3 jajka
  • 1,5 szklanki cukru
  • 3 szklanki mąki
  • 20 dag miodu
  • 1 szklanka śmietany (użyłam 18%)
  • 2 łyżki wody
  • 20 dag masła
  • 1 łyżeczka sody
  • opakowanie przyprawy do piernika (40 g)
  • 1 łyżka kakao

Bita śmietana:
  • 400 g śmietany kremówki (użyłam 36%)
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • sok wyciśnięty z 1/2 pomarańczy
  • 1 łyżka żelatyny
  • 1/4 szklanki wrzątku
Polewa czekoladowa:
  • 200 g czekolady gorzkiej
  • 100 g margaryny
  • 100 g cukru pudru
  • 2 łyzki mleka
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Ponadto:
  • kwaskowy dżem do przełożenia - ja wybrałam jagodowy mojej produkcji

Piekarnik nagrzewamy do 165-175 st. C.

Masło ucieramy z cukrem.
Żółtka oddzielamy od białek.
Do masła dodajemy po kolei żółtka, miód, wodę, śmietanę, mąkę z sodą, kakao i przyprawę do piernika.
W oddzielnym naczyniu ubijamy białka na sztywną pianę. Dodajemy pianę do masy piernikowej i delikatnie łyżką wszystko razem mieszamy.
Masę przelewamy do foremek natłuszczonych i wysypanych bułką tartą lub wyłożonych papierem do pieczenia i pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 40-60 min. U mnie wystarczyło ok. 45 minut, ale piekłam w małych foremkach. Po tych 40 minutach dobrze jest po prostu sprawdzić patyczkiem.
Po upieczeniu odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Wystudzone ciasto przekroić na dwa blaty.

Żelatynę rozpuszczamy w 1/4 szklanki wrzątku i pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Śmietanę ubijamy na sztywno pod koniec dodając cukier puder. Cały czas miskując wolnym strumieniem dodajemy sok pomarańczowy oraz na końcu powolutku dokładnie wystudzoną żelatynę.

Pierwszy blat ciasta smarujemy cienką warstwą dżemu. Na to wykładamy bitą śmietanę. Przykrywamy drugim blatem, lekko dociskając. Odstawiamy do schłodzenia do lodówki.

W międzyczasie przygotowujemy polewę czekoladową. W rondelku rozpuszczamy wszystkie składniki oprócz czekolady. Następnie czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i mieszamy ją z masą, lub też wrzucamy do rondelka  połamaną na kostki czekoladę i ogrzewamy na wolnym ogniu cały czas mieszając, aż do rozpuszczenia wszystkich grudek.
Lekko przestudzoną polewą czekoladową polewamy ciasto.

Dekorujemy wg uznania i gotowe :)


piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt :)

Święta zbliżają się ogromnymi krokami, a przede mną jeszcze sporo pracy.
Niestety nie zdążę pokazać Wam wszystkiego co przygotowałam lub jeszcze mam w planie na dziś.
A jest to piernikowa choinka przełożona kremem z bitej śmietany i miodownik od Evenki i sernik pomarańczowo-czekoladowy od Majanki i babciowy makowiec, nasz prawie stały punkt programu świątecznego na zmianę z niedawno prezentowaną pyszną arabeską.
To tyle jeśli chodzi o pyszne wypieki,  a oprócz tego jeszcze wiele wytrawnych smakołyków.
Niestety L4 i choroba mojego Dziecia wcale mi nie ułatwiły zadania. Wbrew pozorom wcale nie miałam więcej wolnego czasu. Dziwne :)






środa, 21 grudnia 2011

Pierniczki :)

Siedzimy sobie z małym na L4 i mimo że dziś spadło u nas ok. 10-15 cm śniegu to z uroków zimy niestety nie odważyliśmy się skorzystać. Dziecię czuło się trochę lepiej niż wczoraj. Inna sprawa że dzieć ozdrowiał jak tylko śnieg zobaczył przez okno. Hmmm... nie wiedziałam że sam widok śniegu ma taką moc :)
Dobrze że przygotowania do Świąt najwyższy czas zacząć, to przynajmniej się nie nudzimy. Dziś na warsztat wreszcie wzięliśmy pierniczki.
Wiem, wiem, wszędzie pierniczki, no ale tak naprawdę Święta bez pierniczków to jak świąteczny program TV bez "Kevina..." :)
U nas jak zwykle pierniczki takie właściwie na ostatnią chwilę, dla zabieganych, zagapionych, zapominalskich, albo dla tych którzy się dopiero teraz decydują. Polukrowane po upieczeniu i zamknięte w puszce miękną już po upływie doby, a idealne są po dwóch dniach.
Przepis odkryłam kilka lat temu bodajże na stronie mojeciasto.pl (niestety nie mogę znaleźć obecnie tego przepisu by go podlinkować) i od tamtej pory goszczą u nas co roku. Są pyszne.

Nasze tegoroczne pierniczki może nie wyglądają jak wprost spod ręki mistrza dekoracji, chociaż dla mnie wszystkie dzieła mojego synka są mistrzowskie :)) ale chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę i wspólne spędzanie czasu. Mam nadzieję że dzieć mój gdy dorośnie będzie wracać wspomnieniami do tych właśnie chwil :)




Składniki:
  • 2 szklanki mąki pszennej tortowej typ 450
  • 1 jajko
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1 czubata łyżka miodu
  • 1 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 25 g drożdży świeżych
  • 25 g miękkiego masła
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany- opcjonalnie jeśli masa będzie zbyt sucha.
Lukier:

  • cukier puder 
  • sok pomarańczowy


Mąkę mieszamy z przesianym przez sitko cukrem pudrem i sodą. Miód podgrzewamy z z przyprawami do rozpuszczenia. Miód wlewamy do mąki, mieszamy. Następnie dodajemy drożdże, które należy tylko wkruszyć bez przygotowania rozczynu, a także jajko i masło.
Ciasto zagniatamy i rozwałkowujemy na ulubioną grubość. Jak dla mnie idealnie jest na ok. 0,5 cm, w trakcie pieczenia pierniczki jeszcze  troszkę urosną.
Foremkami wycinamy ciasteczka. Pieczemy 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 190 st. C. Jeśli pieczemy  kolejne blaszki pierniczków, jedna po drugiej to drugą blaszkę pieczemy troszkę krócej. Trzeba uważać by nie spiec ich za bardzo bo wówczas twardnieją.

Po upieczeniu lukrujemy i odstawiamy na ok. dobę, aby zmiękły. Polukrowane i udekorowane zamknęłam w słoiku.
Trudno mi wskazać jednoznacznie proporcje składników lukru bo zawsze przyrządzam "na oko". Musi to być taka bardzo gęsta substancja, bo zbyt rzadki spłynie z pierniczków prawie w całości.

Smacznego ;)





poniedziałek, 19 grudnia 2011

Ciasteczka orkiszowe z czekoladą

Dotychczas z mąki orkiszowej piekłam tylko chleby, które są naprawdę wyjątkowe w smaku. A te ciasteczka to mój pierwszy słodki wypiek na tej mące, ale wiem już że na pewno nie ostatni :)  Ciasteczka są przepyszne, kruchutkie, pachną i smakują czekoladą. Ciasteczka mimo że nie korzenne to idealnie pasują na nadchodzące Święta.
Polecam :)

A za przepis dziękuję Gosi99 z "Ekspresji Kulinarnych"


Z tej porcji składników wyszło mi 25 sztuk, ale następnym razem bez wahania zrobię z podwójnej porcji.




Składniki:
  •  ok. 115 g miękkiego masła
  • 1/3 szklanki brązowego cukru
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 3/4 szklanki maki orkiszowej (dałam jasną typ 700)
  • szczypta soli
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2/3 szklanki płatków czekoladowych lub posiekanej czekolady (wykorzystałam posiekaną gorzką czekoladę, ale sądzę że pyszne będą również z czekoladą mleczną czy też białą)

Masło ucieramy z cukrem i cukrem brązowym. Następnie dodajemy jajko i ekstrakt i wszystko razem ucieramy.
W drugiej misce mieszamy razem przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól i posiekaną czekoladę, a następnie wsypujemy wszystko do miski z masłem i dokładnie mieszamy.

W międzyczasie piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Nabieramy po łyżeczce ciasta i formujemy niewielkie kulki (u mnie wielkości orzecha włoskiego). Kulki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w niewielkich odstępach, a następnie lekko spłaszczamy je dłonią lub za pomocą widelca.

Ciasteczka wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 12-13 minut. Ciasteczka po upieczeniu są bardzo miękkie, więc nim je zdejmiemy z blaszki trzeba chwilę odczekać.
Studziłam na kratce.

Smacznego ;)




sobota, 17 grudnia 2011

Arabeska

Zapewne bardzo dobrze znane Wam ciasto, zwane często też seromakiem.
Fantastyczne połączenie masy serowej i makowej na kruchym spodzie. Ciasto idealne na nadchodzące Święta, zwłaszcza wówczas gdy nie mamy za wiele czasu by przygotować sernik i makowiec oddzielnie. Ciasto to jest może odrobinę pracochłonne, ale zdecydowanie warte zachodu, a dla posiadaczy elektrycznej maszynki do mielenia to pikuś. Hmmm. przepraszam,  pan Pikuś :))
I jeszcze powiem Wam szczerze, nie warto iść na łatwiznę i zastępować masy makowej gotowcem, bo to zawsze wyjdzie zupełnie inne ciasto.
Przepis znalazłam już parę lat temu na blogu Magdy, której bardzo, bardzo dziękuję, bo mimo że ciasto znałam i pojawiało się u mnie już wcześniej to ten przepis jest po prostu rewelacyjny :)
Polecam ;)




Składniki na ciasto kruche:
  • 15 dag margaryny
  • 15 dag cukru
  • 3 żółtka
  • 30 dag mąki
  • 2-3 łyżki śmietany 18%
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego

Składniki na masę makową:
  • ok. 400g maku suchego
  • 15 dag roztopionej margaryny
  • 3 białka
  • 15 dag miodu
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • aromat migdałowy (parę kropel)

Składniki na masę serową:
  • ok. 700g twarogu 2-3-krotnie zmielonego
  • 15 dag margaryny
  • 20 dag cukru
  • 3 jajka
  • 1 budyń śmietankowy w proszku
  • aromat waniliowy lub śmietankowy, lub 4 łyżeczki cukru waniliowego

Polewa czekoladowa:
  • 50g margaryny
  • 50g cukru pudru
  • 2-3łyżki mleka
  • 1/4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

Dekoracja:
  • polewa czekoladowa, płatki migdałowe i orzechy włoskie


Mak należy sparzyć i namoczyć na kilka godzin przed zmieleniem. Potem odsączyć na gęstym sitku.

Składniki ciasta kruchego zagniatamy. Ciasto powinno być bardzo miękkie, jeśli wychodzi za suche trzeba dodać więcej śmietany. Ciasto wkładamy do wyłożonej papierem blaszki o wymiarach 30x25cm. Ciasto to nie za bardzo da się wałkować trzeba je włożyć i porozciągać paluszkami.


Przygotowujemy masę makową: odsączony mak mielimy dwa razy, za drugim razem z cukrem. Potem dodajemy pozostałe składniki masy, dokładnie mieszamy i masę wykładamy na kruche ciasto. Wyrównujemy warstwę.
Nagrzewamy piekarnik do 170 st. C.
Przygotowujemy masę serową: Twaróg mielimy najlepiej 2-3 razy. Ja zmieliłam raz ale za to na sitku o tych drobnych otworkach. Margarynę ucieramy z cukrem, następnie dodajemy zmielony ser. Mieszamy dokładnie, a następnie do masy dodajemy jajka, budyń w proszku i aromat lub cukier waniliowy. Masę wykładamy na warstwę makową i wyrównujemy.
Wkładamy ciasto do nagrzanego piekarnika i pieczemy do lekkiego zrumienienia warstwy serowej. Zwykle jest to około 50-60 min.

Po upieczeniu studzimy i dekorujemy wg uznania, u mnie polewa czekoladowa oraz płatki migdałowe i orzechy włoskie. 
Polewa czekoladowa: margarynę, cukier puder, mleko, mąkę ziemniaczaną stopić razem na wolnym ogniu, a potem dodać 100g gorzkiej czekolady połamaną w kostki i ogrzewać do uzyskania jednolitej polewy.


Smacznego ;)




środa, 14 grudnia 2011

Chleb orkiszowy z sezamem

Zakwasowce były i są dla mnie zawsze numerem jeden, ale czasem mam ochotę na kromkę chleba drożdżowego. Ot  tak , bez żadnego konkretnego powodu :)
A ten chlebek jest delikatny no i po prostu rewelacyjny w smaku.
Polecam :)

Przepis znalazłam u Oli. Olu, bardzo dziękuję :)

Składniki podaję w proporcjach zmienionych na jeden chleb, pieczony w keksówce 30x11 cm.





Składniki:
  • 10 g drożdży świeżych
  • 1 łyżeczka cukru
  • 600 g mąki orkiszowej (użyłam jasną typ 700)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 1/2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka miodu
  • 450 ml wody
  • ziarenka sezamu
Z drożdży, 1/4 szklanki ciepłej wody i łyżeczki cukru przygotowujemy rozczyn i odstawiamy na ok. 15  minut by drożdże wystartowały.

W misce mieszamy mąkę i sól. Następnie dodajemy rozczyn drożdżowy, oliwę, miód i pozostałą część wody. Wszystko mieszamy, a następnie dobrze wyrabiamy aż ciasto samo zacznie odchodzić od ścianek naczynia (przez ok 5-10 min.). Ciasto będzie dość klejące, ale nie podsypujemy mąką tylko długo wyrabiamy.
Następnie ciasto wkładamy do keksówki wysmarowanej masłem i wysypanej otrębami. Ja po prostu wyłożyłam papierem do pieczenia. Ciasto powinno wypełnić keksówkę do połowy jej wysokości. Foremkę przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.

Pod koniec wyrastania nagrzewamy piekarnik do 200 st. C

Wyrośnięty chleb przed pieczeniem smarujemy mlekiem i posypujemy ziarenkami sezamu.
Wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok 40-50 min. Końca pieczenia pilnujemy, bo wiele zależy od piekarnika. U mnie wystarczyło w zupełności 35 min.

Po upieczeniu studzimy na kratce.

Smacznego ;)



niedziela, 11 grudnia 2011

Ciasteczka cytrynowe czyli wspólnego pieczenia z Marysią cz. 2 :)

Po zrobieniu ciasta na tygryski zostały nam jeszcze żółtka, które również wykorzystałyśmy. Tym razem ja zaproponowałam ciasteczka cytrynowe, na które przepis znalazłam w październikowym numerze magazynu "Kuchnia" (nr 10-2011).
Ciasteczka bardzo szybkie w przygotowaniu, pyszne i baaardzo aromatyczne :) Robiłam je już wcześniej, więc wiedziałam, że to będzie również dobry wybór :)

Marysiu jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas :)

W oryginale ciasteczka po upieczeniu są posypane cukrem pudrem, ale moim zdaniem jest to całkowicie zbędne, bo ciasteczka wychodzą wystarczająco  słodkie. Chyba że dla oka się jednak zdecydujecie to lepiej wówczas, tak jak u Marysi zmniejszyć ilość cukru w cieście.
No i masło użyte do tego wypieku powinno być schłodzone. Gdy wcześniej robiłam z masłem miękkim, przeleżałym wcześniej w temperaturze pokojowej, ciasteczka podczas pieczenia straciły kształt. Tym razem za radą Marysi użyłam masło schłodzone, prosto z lodówki i wszystko wyszło bardzo dobrze.

Polecam  i zapraszam także do Marysi :)





Składniki:
  • 120 g masła
  • 120 g cukru
  • 2 żółtka
  • skórka otarta z 2 cytryn
  • 150 g mąki pszennej
  • 110 g mąki ziemniaczanej

Ucieramy masło z cukrem, dodajemy żółtka, startą skórkę cytrynową i obie mąki. Mieszamy wszystko mikserem na niskich obrotach do chwili połączenia składników. Ciasto jeszcze chwilę zagniotłam, bo po zmiksowaniu powstało coś w rodzaju kruszonki.
Następnie ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 1 cm i foremkami wycinamy ciasteczka o dowolnych kształtach :)

Piekarnik  nagrzewamy w międzyczasie do temp. 160 st. C
Ciasteczka pieczemy w nagrzanym piekarniku przez ok. 20 min. do uzyskania ładnego złotego koloru.


Smacznego ;)



Tygryski i ciasteczkowy dzień z Marysią :)

Wczoraj wirtualnie w kuchni spotkałam się z Marysią czyli Manorią z bloga Uczta dla podniebienia. A doszło do tego tak:
W komentarzach pod poprzednim postem okazało się że mamy z Marysią pewne cechy wspólne :) Kto czytał wstęp do posta o roladzie ten doskonale wie o co chodzi :) Pomyślałam że w takim razie może fajnie byłoby coś upiec razem. Tym bardziej że wobec naszych skłonności do gaf i pomyłek wiele wydarzyć się mogło :)

Z okazji tego naszego pierwszego wspólnego pieczenia Marysia wybrała Tygryski - przeurocze i bardzo smaczne ciasteczka od Kasi Prezydentowej. Mnie też akurat to pasowało bo bardzo chciałam je upiec jak tylko je u Kasi zobaczyłam. Co prawda moje nie wyszły tak ładnie jak u Kasi, bo warstwy można było dwa razy cieniej rozwałkować i dać więcej migdałów (dałam mniej niż przepisowych 125 g). No i w ogóle do prawdziwych tygrysków tym moim ciasteczkom daleko, bardziej wyglądają jak więzienne kubraczki :))

Ponieważ po zrobieniu ciasta do tygrysków zostały nam żółtka upiekłyśmy też jeszcze inne pyszne ciasteczka, ale o tym napiszę w następnym poście :)

 Tym razem obyło się też bez większych gaf, udało się hihi nic nie zbroić, prawie nic nie pomylić. Prawie, bo jakimś cudem poukładałam migdały odwrotnie, ale pokroiłam ciasteczka też odwrotnie więc ostatecznie nic się nie wydarzyło :)

Marysiu bardzo dziękuję za ten wspólnie spędzony fantastyczny ciasteczkowy dzień, za maile, których napisałyśmy do siebie chyba całe stado :) za świetną zabawę i bardzo miłe doświadczenie, bo jeszcze nie miałam okazji z nikim piec wspólnie :)
Cieszę się że miałyśmy okazję się trochę bliżej poznać. Mam nadzieję też że to nie ostatnie nasze wspólne pichcenie i wkrótce je powtórzymy :)

Kasiu, bardzo dziękuję za świetny przepis. Ciasteczka są co prawda pracochłonne, ale warte tego zachodu, bo wychodzą naprawdę bardzo, ale to bardzo smaczne.
Co prawda miałam jeden problem z rozwałkowaniem ciasta po tych 6 godzinach pobytu w lodówce (moje siedziało chyba nawet 7), bo ciasto zrobiło się wtedy strasznie twarde, ale dałam radę :) Odczekałam chwilkę, pozgniatałam je troszkę rękami i zmiękło.  Zastanawiam się czy może  następnym razem potrzymać je w lodówce krócej, no ale to to już do przetestowania następnym razem.

Na tygryski zapraszam również do Marysi.



Składniki:
  • 175 g cukru pudru
  • 300 g zimnego masła
  • 2 białka
  • szczypta soli
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 5 kropli aromatu z gorzkich migdałów (ja dałam zwykły aromat migdałowy)
  • 435 g mąki pszennej
  • 25 g kakao
  • 125 g migdałów w skórce

Cukier puder przesiewamy. Dodajemy zimne masło i siekamy je,  a następnie zagniatamy z cukrem. Teraz dodajemy białka, sól, aromat migdałowy i skórkę cytrynową, ponownie zagniatamy wszystko razem. Ja potraktowałam mikserem na wolnych obrotach.
Ciasto dzielimy na dwie równe części. Do jednej dodajemy 225 g mąki, zagniatamy i krótko wyrabiamy. Do drugiej części dodajemy kakao i 210 g mąki. Obie części zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na ok. 6 godzin. Następnym razem spróbuję chyba jednak krócej.

Po wyjęciu ciasta z  lodówki rozwałkowujemy każdą z części na grubość ok. 2 mm. Ponieważ nie mam nieprzywieralnego blatu więc wałkowałam między dwoma warstwami folii spożywczej, aby ciasto nie przywierało do wałka i stolnicy.  
Ciasto dzielimy na paski równej szerokości, tak ok. 5-6 cm. Paski te układamy od razu na folii spożywczej, jeden na drugim, kolorami na zmianę.
Co trzecią warstwę układamy migdały  w odstępach 2-3 cm równolegle do długiego boku pasków (nie prostopadle jak ja to przez nieuwagę zrobiłam :)) Migdały przykrywamy kolejnym paskiem, i tak aż do wyczerpania pasków.

Bardzo ładną fotorelację z przygotowania ciasteczek przygotowała na swoim blogu Marysia.
Dokładnie widać krok po kroku jak wycinać i układać poszczególne warstwy. Polecam ją sobie obejrzeć.

Gdy ułożymy już wszystkie paski, cała sztabkę wałkujemy krótko, tylko tam i z powrotem, by migdały dobrze ułożyły się w cieście. Całość zawijamy w folię i wkładamy do zamrażarki na ok. 1 1/2 godziny. Dobrze jest zajrzeć w międzyczasie, bo ciasto musi być zmrożone ale nie może zamarznąć na kamień.

Piekarnik nagrzewamy do temp. 185 st. C.

Ciasto wyjmujemy z zamrażarki, odwijamy stopniowo z folii i bardzo ostrym nożem kroimy na plasterki szerokości ok. 1 cm, śmiało  można troszkę węższe. Układamy je od razu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 12-15 min, uważając by nie spiec za mocno.
Studzimy na kratce, a po wystudzeniu zamykamy w puszcze.

Smacznego ;)




poniedziałek, 5 grudnia 2011

Rolada brzoskwiniowa... miała być :)

No właśnie miała być brzoskwiniowa, ale jestem gapa i brzoskwinie posłużyły jedynie do dekoracji :)
Tak, z całą pewnością można stwierdzić że u mnie w kuchni dzieją się cuda. I nie chodzi mi bynajmniej o to że jestem kulinarnym geniuszem, bo wcale nie jestem :) Jestem niesamowitą gapą, roztrzepańcem pospolitym. Cuda mają głównie miejsce wtedy, kiedy wpadam w wir przygotowań,  jedno ciasto się piecze, miksuję następne, a jeszcze w tak zwanym międzyczasie gotuję masę do trzeciego. W międzyczasie mieszam jeszcze coś tam, na przykład kapustę z grzybami. Wówczas do kapusty trafia budyń zamiast grzybów, zwiększam ilość mąki w cieście na większą foremkę bez zmiany pozostałych składników. Sól trafia tam gdzie powinien być cukier i na odwrót (zachciało mi się takich samych pojemniczków). A w tłusty czwartek zapomniałam do pączków dodać spirytus, dzięki czemu pączki nasiąkły olejem jak gąbki. No, były po prostu niezjadliwe, 40 sztuk trafiło do kosza. Tak naprawdę to miałam akurat wolne, niezagospodarowane miejsce w pojemniku na odpady więc akurat te 40 sztuk się przydało ;)
No ale dobrze, tego dnia nie było żadnego szału przygotowań przedświątecznych itepe ,itede. Nie zagapiłam się, nie zapomniałam, nie byłam rozkojarzona, byłam uosobieniem spokoju, nie zasnęłam. Jak zawsze robiłam ciasto, tym razem roladę, której wizję miałam przed oczami od kilku dni :) Z nieznaną mi dotychczas cierpliwością odpowiadałam na stado pytań mojego kochanego 6-latka, któremu buzia się zamyka chyba tylko wtedy gdy śpi. "Tak kochanie". "Nie, nie można" "Ależ oczywiście" "Tak, pójdziemy na spacer jak tylko skończę ciasto. O patrz, już kończę właśnie zawijam" Zadowolona że tak sprawnie mi poszło, kończę. Kończę? Zaraz, zaraz, tylko co robią brzoskwinie na miseczce, skoro powinny być w środku? :))
Wściekłam się :) Ale efekt końcowy całkiem, całkiem. Mimo że brzoskwinie w środku smakowałyby po prostu lepiej.




Biszkopt:
  • 4 jajka
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 3 czubate łyżki mąki pszennej tortowej
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Nadzienie:
  • 400 g śmietany kremówki (użyłam 36%)
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1/2 szklanki zalewy od brzoskwiń (z puszki)
  • 1 1/2 łyżki żelatyny
  • 1/4 szklanki wrzącej wody

Ponadto:
  • 4-5 połówek brzoskwiń w zalewie (z puszki)
  • 1/2 tabliczki roztopionej czekolady gorzkiej
  • 1/2 tabliczki roztopionej czekolady białej
  • pozostały krem do dekoracji

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C.

Całe jajka ubijamy z cukrem aż masa będzie gęsta i biała. Suche składniki, czyli mąkę pszenną, ziemniaczaną, kakao, proszek do pieczenia mieszamy razem i stopniowo przesiewamy do masy jajecznej. Całość delikatnie mieszamy łyżką. Wylewamy na blaszkę (użyłam dużą blaszkę z piekarnika) wyłożoną papierem do pieczenia.

Pieczemy w dobrze nagrzanym piekarniku przez ok. 10 min.

Po upieczeniu przekładamy na ściereczkę wysypaną cukrem pudrem i delikatnie, pomagając sobie cienkim nożykiem w razie potrzeby zdejmujemy papier. Gorący biszkopt rolujemy razem ze ściereczką i pozostawiamy do zupełnego ostygnięcia.


Żelatynę rozpuszczamy we wrzącej wodzie i pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia.

Śmietanę ubijamy z cukrem na sztywno. Dodajemy powoli cienkim strumieniem sok od brzoskwiń, cały czas przy tym miksując, a następnie całkowicie wystudzoną żelatynę. Żelatynę również dodajemy powoli, cały czas miksując.

Brzoskwinie kroimy w kosteczkę.
Roztapiamy obie czekolady (w osobnych naczyniach) w kąpieli wodnej.

Wystudzoną roladę rozwijamy. Rozprowadzamy na biszkopcie bitą śmietanę. Na końcu który zostaje na zewnątrz kładziemy nieco mniej kremu by nie wypłynął nam przy zwijaniu.
Na śmietanę układamy pokrojone brzoskwinie, lub jak w mojej "gapowej" wersji układamy je całkiem na zewnątrz (już po zwinięciu rolady). Zawijamy delikatnie roladę, układając ją tak by łączenie znajdowało się od spodu.

Dekorujemy pozostałą ilością kremu, rozprowadzając go po powierzchni rolady. Pozostałe elementy dekoracji wg uznania. U mnie pajęczynka z obu czekolad oraz "nieszczęsne" ;) brzoskwinie.


Roladę odstawiamy do schłodzenia do lodówki, na kilka godzin, a najlepiej na całą noc, bo następnego dnia jest po prostu lepsza w smaku.

Smacznego :)



sobota, 3 grudnia 2011

Chleb orkiszowo-żytni na zakwasie II

Jakiś czas temu pokazywałam już chleb orkiszowo-żytni na zakwasie. Dziś inny przepis, tym razem na chleb typowo foremkowy o dość luźnym cieście. Bardzo mało pracochłonny, ale też i bardzo powolny jeśli chodzi o wyrastanie. Jeśli nie macie tyle czasu bądź cierpliwości możecie dodać odrobinę drożdży :)(szczyptę instant lub ok. 5 g świeżych w zupełności wystarczy). Ja oczywiście te drożdże pominęłam, ale mając już pewne doświadczenia z chlebami orkiszowymi na zakwasie wiem że długo wyrastają, więc pracę z tym chlebkiem ustawiłam tak, by wyrastanie przypadło na noc. Kiedy wstałam rano chleb był bardzo ładnie wyrośnięty.

Chlebek wyszedł bardzo smaczny. Mogę go polecić z czystym sumieniem :)
A przepis  powstał z inspiracji tym chlebkiem.




Zaczyn:
  • 50 g zakwasu żytniego
  • 90 g mąki żytniej razowej typ 2000
  • 90 g wody




Ciasto właściwe:
  • zaczyn j.w.
  • 270 g mąki orkiszowej jasnej (u mnie typ 700)
  • 25 g mąki żytniej razowej typ 2000 (dodałam przez przypadek, bo pomyliłam torebki)
  • 110 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
  • 370 g wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżka miodu, najlepiej płynnego (jeśli jest w postaci stałej to chwilkę ogrzewamy na małym ogniu)


    Zaczyn z wyżej podanych składników przygotowujemy około 8 godzin przed planowanym pieczeniem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy.
    Po tym czasie do zaczynu dodajemy pozostałe składniki ciasta, dokładnie mieszamy.
    Przekładamy ciasto do keksówki (u mnie 30x11cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Keksówkę przykrywamy folią spożywczą  lub wkładamy do foliowego woreczka i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrastania.
    Czas wyrastania w zależności od temperatury i "humoru" zakwasu może być różny. U mnie chleby orkiszowe na zakwasie wyrastają zwykle bardzo długo. Zdarzało się nawet i 8 godzin, więc tym razem ustawiłam wszystko tak by wyrastanie odbywało się nocą :)
    Dobrze wyrośnięty chleb wkładamy do piekarnika nagrzanego do 230 st. C i pieczemy w tej temperaturze ok. 10 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 210 st. C i pieczemy jeszcze ok. 55 minut. Dobrze jest sprawdzić patyczkiem czy już gotowy. Patyczek nie będzie dokładnie suchy, ale jeśli będzie bardzo oklejony, to warto potrzymać jeszcze kilka minut w piekarniku.
    Gdyby chleb w trakcie pieczenia za bardzo się rumienił (u mnie się tak dzieje, bo piekarnik dość mocno spieka) można go przykryć folią aluminiową i piec dalej pod przykryciem.
    Chlebek studzimy na kratce. Kroimy dopiero gdy dobrze wystygnie.
    Smacznego ;)


    

    wtorek, 29 listopada 2011

    Sernik z rosą

    Do tego sernika zbierałam się jakiś czas i ciągle było nie "po drodze". Tak na marginesie to mam strasznie dłuuugą listę takich przepisów i nie wiedzieć czemu lista ta ciągle rośnie :) Zwyczajnie przestałam nadążać z realizacją :)
    Przepis na ten sernik znalazłam u Myniolinki. Sam serniczek jest przepyszny,  bardzo delikatny, rozpływający się w ustach. Jedyne co nie do końca mi wyszło to właśnie rosa. Za bardzo spiekłam bezę (chyba w tym moim szalonym piekarniku powinnam piec krócej), skutkiem czego na wierzchu kropelki pojawiły się bardzo nielicznie, za to mnóstwo tych ślicznych złotych perełek zostało pod skorupką bezy.
    No ale tak jak pisałam sernik rewelacyjny i absolutnie wart każdej próby :) Zresztą brak ładnych kropelek to nie jest żadna tragedia, bo kropelki to przecież tylko dodatek.
    Z pewnością sernik ten zagości u nas jeszcze nie jeden raz, a na Święta to już na 100%.  I wcale się nie dziwię Myniolince że kiedyś piekła go co tydzień :) bo i ja z chęcią w weekend bym znów go zrobiła :)





    Ciasto kruche:
    • 3 szklanki mąki
    • 3 żółtka
    • 1/2 szklanki cukru
    • 2 łyżeczki cukru waniliowego
    • 250 g masła
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

    Masa serowa:
    • 600 g twarogu 2-krotnie zmielonego (dałam twaróg półtłusty, chyba w nieco większej ilości tak ok. 750 g)
    • 3 jajka
    • 1/2 szklanki cukru
    • 2 łyżki cukru waniliowego
    • 1 opakowanie budyniu śmietankowego
    • 1/2 szklanki oleju
    • sok z połowy cytryny
    • 2 szklanki mleka


    Beza:
    •  3 białka
    • 1/2 szklanki cukru

    Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

    Z podanych wyżej składników zagniatamy kruche ciasto. Wylepiamy nim spód i boki formy  (25x30 cm) wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika i podpiekamy. Piekłam na lekko złoty kolor, tak ok. 15 min.

    W tym czasie przygotowujemy masę serową. Jajka ubijamy z cukrem, następnie dodajemy zmielony twaróg, olej, suchy budyń, sok z cytryny i na końcu lekko podgrzane mleko. Wszystko razem dokładnie miksujemy na gładką masę. Masa jest bardzo rzadka.

    Masę tą wlewamy na podpieczony spód i ponownie pieczemy w temperaturze 180 st. C przez ok. 20-30 min, do chwili aż masa się zetnie. Obniżamy temperaturę do 150-140 st. C.
    Wówczas ubijamy na sztywno  pianę z białek, dodajemy stopniowo cukier  dalej ubijając.
    Następnie wyjmujemy ciasto z piekarnika, wykładamy na wierzch pianę, wyrównujemy. Wkładamy ciasto z powrotem do piekarnika i pieczemy do momentu aż beza z wierzchu wyschnie. Generalnie pilnujemy by piana się nie spiekła.  Myślę że tak ok. 15 min. powinno wystarczyć, ja piekłam ok 20-25 min. i to okazało się troszkę za długo.

    Smacznego ;)

    A tu moja rosa :)

    Jedna z nielicznych kropelek rosy, które nieśmiało pojawiły się na powierzchni :)

    A pozostałe, te śliczne malutkie ale bardziej leniwe ;) ukryły się pod skorupką bezową :)


    niedziela, 27 listopada 2011

    Piegowate muffinki z rodzynkami i białą czekoladą i pewien być może przydatny dodatek na blogu :)

    Kilka dni temu zainstalowałam na blogu widget umożliwiający wydrukowanie przepisu. Wystarczy że klikniecie na zieloną ikonkę drukarki pod interesującym Was przepisem, a w okienku otworzy się wersja do druku. W wersji tej jest możliwość pominięcia  drukowania dowolnej części tekstu (przez najechanie myszką i kliknięcie podświetlonej na żółto części tekstu), czy też zdjęć.

    No dobra :) to teraz przejdźmy do muffinek :)
    Jakiś czas temu piekłam ciasteczka cytrynowe, które zniknęły nim zdążyły ostygnąć, podobno w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie zdążyłam zrobić im zdjęć. No trudno, będę miała okazję więc niedługo je powtórzyć :) Już się cieszę, bo ciasteczka podobno bardzo smaczne były, jak przyznały później "niewyjaśnione okoliczności " :)) 
     Zostały z nich białka. Za mało by upiec mojego ulubionego pieguska, na którego jakiś czas już mieliśmy ochotę, ale wystarczająco by upiec kilka piegowatych babeczek :) W każdą przed pieczeniem dodatkowo wetknęłam jeszcze po kostce białej czekolady.
    Babeczki wyszły pyszne, najlepsze jak tylko ostygną.
    Polecam :)




    Składniki: (na ok. 6 szt.)
    • 2 białka
    • ok. 1/2 szklanki mąki pszennej (takie niecałe pół)
    • ok. 1/2 szklanki cukru
    • ok. 1/2 szklanki maku
    • ok. 40 g przestudzonego stopionego masła
    • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
    • kropelka aromatu migdałowego
    • 2 garście rodzynek
    • 6 kostek białej czekolady
    Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy cukier i dalej ubijamy. Następnie dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, mak, rodzynki, aromat, oraz stopione ale przestudzone masło. Wszystko razem dokładnie mieszamy.


    Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

    Gniazdka w formie do pieczenia muffinek wykładamy papilotkami. Do każdego gniazdka wkładamy po 1 łyżce masy makowej, na niej układamy po jednej kostce białej czekolady. Następnie czekoladę przykrywamy drugą łyżką masy.

    Muffinki wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 20 min., do suchego patyczka.

    Smacznego ;)




    wtorek, 22 listopada 2011

    Chleb pszenno-żytni na zakwasie

    Ten chleb to jeden z tych pierwszych, od których zaczęła się moja przygoda z pieczeniem chleba, a do których do tej pory często wracam. Tak się zastanawiam, że gdyby mi przyszło wybrać ten mój ulubiony spośród tych które piekłam dotychczas, miałabym duży problem. Każdy jest inny, każdy jest pyszny i każdy jest jedyny w swoim rodzaju.
    Polecam.
    Przepis pochodzi od Pauliny której bardzo dziękuję :)
    Podaję od razu proporcje na keksówkę 30x11 cm, w której chleb ten piekę.





    Zaczyn:
    • 80 g zakwasu żytniego
    • 120 g mąki żytniej razowej typ 2000
    • 120 g wody

    Ciasto właściwe:
    • zaczyn j.w.
    • 267 g mąki pszennej chlebowej (u mnie typ 750)
    • 135 g mąki pszennej razowej typ 2000
    • 370 g wody
    • 1 łyżeczka soli
    • 1 łyżeczka cukru
    • szczypta drożdży instant ( opcjonalnie, ja pominęłam)

    Zaczyn z wyżej podanych składników przygotowujemy około 8 godzin przed planowanym pieczeniem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy.
    Po tym czasie do zaczynu dodajemy pozostałe składniki ciasta, dokładnie mieszamy.
    Przekładamy ciasto do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrastania.
    Czas wyrastania w zależności od temperatury i "humoru" zakwasu może być różny. U mnie zwykle wychodzi tak ok. 4-5 godzin, chociaż zdarza się dłużej.
    Dobrze wyrośnięty chleb wkładamy do piekarnika nagrzanego do 230 st. C i pieczemy w tej temperaturze ok. 10 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 210 st. C i pieczemy jeszcze ok. 55 minut. Dobrze jest sprawdzić patyczkiem czy już gotowy. Patyczek nie będzie dokładnie suchy, ale jeśli będzie bardzo oklejony, to warto potrzymać jeszcze kilka minut w piekarniku
    Gdyby chleb w trakcie pieczenia za bardzo się rumienił (u mnie się tak dzieje, bo piekarnik dość mocno spieka) można go przykryć folią aluminiową i piec dalej pod przykryciem.
    Chlebek studzimy na kratce. Kroimy dopiero gdy dobrze wystygnie.
    Smacznego ;)


    czwartek, 17 listopada 2011

    Kokosanki

    Świetny pomysł na wykorzystanie zalegających białek. Co prawda w przepisie są tylko 2 białka, ale nic nie stoi przecież na przeszkodzie by zrobić z porcji podwójnej lub nawet potrójnej, bo ciasteczka te wychodzą tak pyszne, że ciężko poprzestać na jednym :)

    Przepis od Dorotuś.

    Polecam :)




    Składniki:

    • 2 białka
    • 250 g wiórków kokosowych
    • 100 g masła lub margaryny
    • 3/4 szklanki cukru
    • 4 łyżki mleka


    Masło rozpuszczamy z cukrem i mlekiem. Następnie dodajemy wiórki, mieszamy, chwilkę razem gotujemy. Odstawiamy masę by lekko przestygła.

    Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

    Białka ubijamy na sztywną pianę. Delikatnie mieszamy z masą kokosową. Ciasto nakładamy łyżką  w postaci kulek na natłuszczoną blaszkę (ja wyłożyłam papierem do pieczenia).  Następnie, kulki te lekko spłaszczyłam.

    Ciasteczka pieczemy w nagrzanym  do 180 st. C piekarniku, przez ok. 15-20 minut, do uzyskania złotego koloru.

    Po upieczeniu ciasteczka te są bardzo miękkie, więc zanim je zdejmiemy z blachy trzeba troszkę odczekać.


    Smacznego ;)










    wtorek, 15 listopada 2011

    Drożdżówki z dżemem jagodowym i kremem śmietankowym

    Bułeczki te powstały zupełnie poza planem, kiedy to najpierw oszczędnie kładłam krem do tortu, a   po jego wykonaniu okazało się że jednak zostało go całkiem sporo :) Zastanawiałam się co mam jeszcze przygotować na przyjęcie urodzinowe Synka. Nie chciałam przekładać kolejnego biszkopta, no bo przecież tort ma być jedyny w swoim rodzaju.
    Przypomniało mi się jak jakiś czas temu Małżon mój kupił rewelacyjne drożdżówki z dżemem jagodowym i wypełnione kremem właśnie o smaku śmietankowym, ale niezupełnie śmietankowym. Ten krem miał w sobie na pewno jeszcze coś poza śmietaną, co kompletnie nie pasowało mi do serka białego. Długo się zastanawiałam cóż to mogło być, bo bułeczki bardzo nam smakowały. No a kiedy usłyszałam "Zrobisz takie? Tylko szybko, szybko szybko :)) No, chyba że nie potrafisz :)) Nieee, napewno nie dasz rady"
    No cóż, wiedziałam, że kiedyś będę musiała ten smak odnaleźć :)) Faceci jednak mają dar przekonywania :))
    I oto są, domyślacie się co czułam kiedy się okazało że to jest właśnie TO  :)
    Idealnie pasowały smakiem do tamtych. A Małżon stwierdził: "No, no, udało Ci się."
    Po raz kolejny dziękuję Manorii za przepis na ten boski krem.



    Ciasto drożdżowe: (jak przy rogalikach)
      • 1 szklanka mleka
      • 125 g masła
      • 1/2 szklanki cukru
      • 1/2 łyżeczki soli
      • 1 łyżka suchych drożdży (dałam 30 g świeżych)
      • 3 duże jajka
      • 4 1/2 szklanki mąki pszennej
      • roztrzepane jajko do smarowania

      Nadzienie:
      • dżem jagodowy
      • cukier puder do posypania
        • Na krem wystarczy ok. 1/3 a nawet 1/4 proporcji podanych przy torcie, czyli:
      • 1 biała czekolada
      • 300 g śmietany kremówki 30 lub 36%
      • 250 g serka ricotta
      • 1 laska wanilii
      • 1 łyżeczki cukru waniliowego
      • 1 śmietan-fix

      Analogicznie jak przy torcie przygotowanie kremu najlepiej zacząć dzień wcześniej.

      Śmietanę wlewamy do garnka, dodajemy połamaną białą czekoladę. Podgrzewamy, cały czas mieszając do momentu aż czekolada się rozpuści. Nie wolno masy zagotować. Masę odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Wystudzoną masę chowamy na noc do lodówki.
      Następnego dnia ricottę mieszamy z cukrem waniliowym i ziarenkami wanilii.

      Z lodówki wyjmujemy masę śmietanową, dodajemy śmietan-fixy i ubijamy. Następnie serek łączymy ze śmietaną.
      Krem odstawiamy do chwili użycia do lodówki.
      Ciasto drożdżowe:
      Mleko podgrzewamy by było letnie. Odlewamy ok. 1/4 szklanki i zalewamy pokruszone drożdże, dodajemy 1 łyżeczkę cukru i 1 łyżeczkę mąki. Odstawiamy na parę minut aż rozczyn zacznie się podnosić.
      Pozostałe mleko zagotować i rozpuścić w nim masło i cukier. Odstawiamy na parę minut by lekko przestygło.
      Następnie do mleka dodajemy mąkę, rozczyn i jajka. Wszystko razem mieszamy, przekładamy na lekko omączony blat i wyrabiamy, aż ciasto będzie gładkie i lśniące.
      Ciasto przekładamy ponownie do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrastania w ciepłe miejsce. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
      Po tym czasie ciasto dzielimy na malutkie kawałeczki, zależnie od tego jakiej wielkości bułeczki lubicie, pamiętając oczywiście o tym że one jeszcze sporo urosną. Każdą z części lekko rozpłaszczamy, wykładamy na środek po 1 łyżeczce dżemu jagodowego. Zlepiamy brzegi w taki sposób jak byśmy zamykali woreczek. I chwilkę turlamy w rękach. W ten sposób bułeczki będą miały ładny kulisty kształt.
      Uformowane bułeczki układamy w odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 30-40 min. do napuszenia.

      W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do temp. 180 st. C i napuszone bułeczki pieczemy w nagrzanym piekarniku do uzyskania  ładnego rumianego koloru, czyli ok. 15-20 min.
      Po upieczeniu studzimy na kratce, a po całkowitym ostygnięciu szprycujemy je kremem przy użyciu szprycki z odpowiednią końcówką do szprycowania.
      Smacznego ;)


      LinkWithin

      Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...